Wczorajsza sesja potwierdziła obawy z końca ubiegłego tygodnia. Wyjście dołem z formacji korekcyjnych zdynamizowało ruch spadkowy. Co gorsza, na wykresie indeksu pojawiła się kolejna już w tej sekwencji spadkowej luka bessy. Wnioski nie mogą być więc zbyt optymistyczne.
Notowania rozpoczęły się spokojnie. Nasze kontrakty nie reagowały na słabe notowania w Azji. Otwarcie odbiegało jedynie o 1 pkt. od poziomu piątkowego zamknięcia. Szybko jednak do głosu doszła podaż. Już przed 10.00 ceny kontraktu na WIG20 zjechały o 1,5%. Rynek kasowy nie poprawił nastrojów. Indeks także zanotował spadek, i to już na otwarciu. Pojawiła się luka bessy. Odbieram to jako potwierdzenie przewagi podaży, ale niekoniecznie zapowiedź dalszego spadku. Skąd ta nadzieja? Wynika z arytmetyki. Jest to bowiem trzecia luka bessy, jaka pojawiła się w trakcie spadków rozpoczętych w połowie kwietnia. Przez wielu graczy oraz teoretyków rynku po trzeciej luce potencjał ruchu uznaje się za wyczerpany.
Czy tak jest i tym razem? Przyznam, że nie widzę innych ważnych przesłanek, które miałyby uprawdopodobnić wzrost cen. Koniec ruchu to zwykle wysoki poziom emocji i duża zmienność cen. Co by nie mówić o wczorajszej sesji, to takich emocji nie było wczoraj widać. Właściwie po początkowym spadku reszta sesji była nudna, co jest już niemal codziennością.
Niezależnie jak byśmy oceniali pojawienie się luki, to sam ten fakt nie jest jeszcze powodem do kupna. By podjąć decyzję o zakupie, najpierw muszą pojawić się sygnały, które dałyby dla niej podstawą. Pierwszym z nich będzie teraz zamknięcie wczorajszej luki na indeksie. Dla graczy nieco "wolniejszych" o zmianie kierunku może zadecydować dopiero pokonanie ostatniego lokalnego szczytu.