Kiedy kilkanaście miesięcy temu ktoś twierdził, że polska wieś najszybciej skorzysta na wejściu do Unii Europejskiej, traktowano go w najlepszym razie jako niepoprawnego optymistę. Częściej zaś mógł usłyszeć głosy o swojej niekompetencji, żeby nie powiedzieć ignorancji. Ot, jakiś mieszczuch wypowiada się o polskiej wsi, nie mając pojęcia o tym, jak biegnie tam życie i jakie procesy tam zachodzą.
Teorie o tym, że wejście do Unii Europejskiej będzie początkiem końca polskiego rolnictwa, szerzyły jak oszalałe wszystkie partie populistyczne. Koronnym argumentem "za" był oczywiście fakt, że dopłaty do produkcji rolnej miały być w Polsce kilkakrotnie niższe niż w Unii Europejskiej. Zapominano o tym, że na razie koszty produkcji też są znacznie niższe. Ale, jak to w przypadku populistów, nie chodziło o rzetelność, tylko o głośność. No i głośno było, a co po- niektórym poparcie rosło w tempie iście piorunującym.
Obserwatorzy zaczęli się martwić, bo wydawało się, że sytuacja rzeczywiście nie jest najlepsza. Przynajmniej, jeśli chodzi o nastroje rolników. Wydawało się, że słuchając o tym, jak będzie im źle, nie mogą myśleć pozytywnie. A jednak...
Oto bowiem dowiadujemy się, że na polskiej wsi obserwujemy już właściwie boom inwestycyjny. Rolnicy kupują na potęgę wszystko to, co tylko Unia może im chociaż częściowo sfinansować. Producenci traktorów i innych maszyn rolniczych zacierają ręce, bo w pierwszych miesiącach 2004 r. wzrost sprzedaży, a co za tym idzie - produkcji, mierzą w dziesiątkach procent. Znacznie więcej kupuje się też środków do produkcji rolnej, np. różnego rodzaju nawozów. Wyraźnie wzrosła liczba otwieranych rachunków bankowych. Na nie będzie trafiać unijne dofinansowanie, poza tym są one konieczne, gdy trzeba zaciągnąć kredyt. Rachunki przydadzą się także wtedy, gdy zacznie płynąć strumień dopłat bezpośrednich.
Wygląda więc na to, że polscy rolnicy na razie doskonale znajdują się w nowej rzeczywistości. Na przekór rzekomo dbającym o ich interesy populistom. Wbrew powszechnemu sądowi (przynajmniej w niektórych środowiskach) na wsi naprawdę potrafią liczyć. I trzeba uczciwie przyznać, że, szczególnie w ostatnim czasie, wyraźnie zwiększyły swoją aktywność państwowe urzędy, mające dbać o polskie rolnictwo w kontekście pomocy unijnej.