Reklama

Rolnicy sobie poradzą

Publikacja: 18.06.2004 11:04

Kiedy kilkanaście miesięcy temu ktoś twierdził, że polska wieś najszybciej skorzysta na wejściu do Unii Europejskiej, traktowano go w najlepszym razie jako niepoprawnego optymistę. Częściej zaś mógł usłyszeć głosy o swojej niekompetencji, żeby nie powiedzieć ignorancji. Ot, jakiś mieszczuch wypowiada się o polskiej wsi, nie mając pojęcia o tym, jak biegnie tam życie i jakie procesy tam zachodzą.

Teorie o tym, że wejście do Unii Europejskiej będzie początkiem końca polskiego rolnictwa, szerzyły jak oszalałe wszystkie partie populistyczne. Koronnym argumentem "za" był oczywiście fakt, że dopłaty do produkcji rolnej miały być w Polsce kilkakrotnie niższe niż w Unii Europejskiej. Zapominano o tym, że na razie koszty produkcji też są znacznie niższe. Ale, jak to w przypadku populistów, nie chodziło o rzetelność, tylko o głośność. No i głośno było, a co po- niektórym poparcie rosło w tempie iście piorunującym.

Obserwatorzy zaczęli się martwić, bo wydawało się, że sytuacja rzeczywiście nie jest najlepsza. Przynajmniej, jeśli chodzi o nastroje rolników. Wydawało się, że słuchając o tym, jak będzie im źle, nie mogą myśleć pozytywnie. A jednak...

Oto bowiem dowiadujemy się, że na polskiej wsi obserwujemy już właściwie boom inwestycyjny. Rolnicy kupują na potęgę wszystko to, co tylko Unia może im chociaż częściowo sfinansować. Producenci traktorów i innych maszyn rolniczych zacierają ręce, bo w pierwszych miesiącach 2004 r. wzrost sprzedaży, a co za tym idzie - produkcji, mierzą w dziesiątkach procent. Znacznie więcej kupuje się też środków do produkcji rolnej, np. różnego rodzaju nawozów. Wyraźnie wzrosła liczba otwieranych rachunków bankowych. Na nie będzie trafiać unijne dofinansowanie, poza tym są one konieczne, gdy trzeba zaciągnąć kredyt. Rachunki przydadzą się także wtedy, gdy zacznie płynąć strumień dopłat bezpośrednich.

Wygląda więc na to, że polscy rolnicy na razie doskonale znajdują się w nowej rzeczywistości. Na przekór rzekomo dbającym o ich interesy populistom. Wbrew powszechnemu sądowi (przynajmniej w niektórych środowiskach) na wsi naprawdę potrafią liczyć. I trzeba uczciwie przyznać, że, szczególnie w ostatnim czasie, wyraźnie zwiększyły swoją aktywność państwowe urzędy, mające dbać o polskie rolnictwo w kontekście pomocy unijnej.

Reklama
Reklama

Już w tej chwili obserwuje się wzmożone zainteresowanie naszą żywnością. Przykład wołowiny i mleka jest tu najbardziej spektakularny. W znacznej mierze jest to efekt ceny, ale nie tylko, ważna jest także jakość. O smaku polskich produktów w porównaniu z unijnymi nie będę nawet wspominał. Każdy, kto jadł truskawki czy porzeczki kupione gdzieś w sklepie na Zachodzie, wie, o czym mówię. W ostatnich kilkunastu miesiącach dokonała się także prawdziwa rewolucja, jeśli chodzi o spełnianie wymogów sanitarnych.

Zachód nie zarzuci nas swoją żywnością, a wręcz przeciwnie, to my mamy szanse na zwiększony eksport i na zwiększoną sprzedaż przygraniczną. A środki z UE mogą tylko w tym pomóc. I rozumieją to sami rolnicy.

Jedyny problem polega na tym, że ceny żywności wzrosną. Właściwie już wzrosły i nie pomogą tu żadne analizy ani akcje banku centralnego czy jakiegokolwiek innego urzędu, wskazujące na to, że nic się nie dzieje i dziać nie będzie. Miejmy tylko nadzieję, że jednocześnie dzięki wzrostowi gospodarczemu poprawi się zamożność społeczeństwa. Także tej jego części, która z produkcją rolną nie ma do czynienia i na poprawie sytuacji na wsi nie skorzysta. Wtedy łatwiej będzie przełknąć wzrost cen żywności i wtedy wszyscy będziemy zadowoleni.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama