Morningstar wyliczył, że w całym zeszłym roku ograniczenia w przyjmowaniu środków od klientów (poprzez zawieszenie sprzedaży jednostek uczestnictwa) wprowadziło w sumie 35 amerykańskich funduszy akcji. W tym roku tylko do końca maja na taki krok zdecydowało się już 38 podmiotów, m.in. z tak znanych "rodzin", jak Vanguard czy T. Rowe Price.
Dlaczego fundusze zamykają się na nowych inwestorów? Bo Amerykanie, skuszeni hossą na rynkach akcji z zeszłego roku i nadziejami na jej kontynuowanie, wpłacają w tym roku takie kwoty, że zarządzający mają problem, by rozsądnie je zainwestować. Do kwietnia wpłaty wyniosły netto 110 mld USD, czyli najwięcej od czasów internetowej hossy z 2000 r. W wielu funduszach zbyt duży kapitał powoduje, że trudno się nim zarządza.
Problem dotyczy szczególnie podmiotów lokujących w małe i średnie spółki. - Ta część rynku stała się zbyt podatna na ataki spekulantów - tłumaczy Eric Miller, zarządzający w Heartland Value Fund, który inwestuje w przedsiębiorstwa o wartości rynkowej poniżej 1,5 mld USD.
W przypadku niektórych zamykanych funduszy wszystkie środki, jakie zarządzający otrzymywali od klientów, lądowały na rachunkach gotówkowych. - To byłoby nie fair - mówi Kent Gasaway z Buffalo High Yield Fund. - Nie sądzę, by ludzie chcieli płacić 1-proc. prowizję w funduszach pieniężnych - dodaje. Fundusz zarządzany przez E. Millera przed zamknięciem pod koniec zeszłego roku miał w gotówce 10% aktywów. Teraz ich udział ograniczył do 4-5%. Bywa jednak - jak w przypadku Longleaf Partners International Fund, zamkniętego w lutym - że udział gotówki dochodzi do 30%.
Bloomberg