Wczorajsza sesja wpisuję się świetnie w to, co obserwujemy od kilku dni. Trwa proces ratowania i utrzymywania poziomów cenowych przez inwestorów, którzy będą niedługo rozliczani ze swoich wyników osiągniętych w ostatnim miesiącu, kwartale oraz całym półroczu. To nie przelewki, przecież od tego zależą premie. Ze zrozumieniem należy przyjąć wzrost cen na rynku kasowym na małym obrocie. W tej chwili rynek ma szereg opiekunów, którzy nie pozwolą, by jakiś narwaniec zepsuł im wynik. Gdy skończy się czerwiec, skończy się także ochrona, a wtedy zobaczymy prawdziwe oblicze rynku.

Notowania zaczęliśmy w okolicy czwartkowego zamknięcia. Podaż czuła się stosunkowo pewnie, bo przecież w czwartek przejęła inicjatywę. Okazało się, że na krótko. Otwarcie notowań na rynku kasowym zaczęło poprawiać nastroje posiadaczom długich pozycji. Rynek powolutku się wznosił. Zmienność była niewielka, podobnie jak aktywność graczy. Po 13.00 mieliśmy pierwszy poważniejszy atak. Był to jednorazowy impuls popytu. Ceny skoczyły i nie spadały. Popyt cały czas trzymał rękę na pulsie. Ostatnia godzina notowań to kolejny atak. Na kasowym pojawiły się spore zlecenia kupna. Indeks szybko piął się na coraz wyższe poziomy, by zakończyć sesję na maksie. Kontrakty zbliżyły się do poziom szczytu z 2 czerwca br.

Taka końcówka cieszy posiadaczy długich pozycji, ale nadal przestrzegam przed zbytnim optymizmem. Wczorajszy obrót jasno pokazuje, że wzrost nie jest wynikiem poważnego ataku, a jedynie sztucznego podniesienia cen w celu wygenerowania sygnałów kupna. Wczoraj podeszliśmy dokładnie do oporów. Przyszły tydzień pokaże, jak zachowają się ceny nad nimi. Ja nie wierzę w ten wzrost. Mamy tu zbyt wiele wątpliwości, by być przekonanym do dobrych intencji kupujących.