Wygląda na to, że kupujący amerykańskie akcje niewiele robią sobie ze strefy oporu, która od początku roku blokuje drogę do kontynuacji średnioterminowej hossy. Na wykresie indeksu S&P500 rozciąga się ona od 1150 do 1170 pkt. Spora zwyżka z połowy tygodnia sprawiła, że notowania zbliżyły się na 6 pkt do dolnego ograniczenia bastionu niedźwiedzi. Bliskość oporu raczej nie sprzyja nabywaniu akcji. Zachętą do kupna powinno być dopiero przekroczenie 1170 pkt. Takie ostrożne podejście wymusza praktyczny brak sygnałów zachęcających do akumulacji, co w obliczu półrocznego trendu bocznego sugeruje jego kontynuację. To natomiast oznacza, że najpóźniej po dotarciu do 1160 pkt (opór wyznaczają tu szczyty, które ukształtowały się od stycznia do marca) S&P500 powinien zmienić krótkoterminowy trend na spadkowy. Przecena może trwać wtedy do 1084 pkt (dolne ograniczenie horyzontu).
Jeden z nielicznych faktów, które sprzyjają kupującym w średnim terminie, znajduje się na wykresie tygodniowym. Od marca do początku czerwca kształtował się na nim kanał spadkowy. Gdyby nie dosyć długi okres tworzenia, można by go uznać za formację flagi. Bez względu, jak określimy ten kawałek wykresu, w przynajmniej krótkim terminie płyną z niego optymistyczne wnioski. Różnica - i to wyraźna - jest niestety w zakresie prognozowanej zwyżki. Jeżeli uznamy, że jest to tylko kanał, to z jego wysokości można oczekiwać, że notowania dotrą do opisywanego wcześniej oporu, czyli do 1160 pkt. Flaga natomiast zapowiadałaby hossę aż do 1400 pkt.
Prognoza mówiąca o zwyżce do 1160 pkt, obecnie pozwoli już tylko na kilkanaście punktów zysku, co do kupowania nie zachęca. Zakładając trend do 1400 pkt, niewiele stracimy, gdy z wejściem na rynek wstrzymany się do pokonania średnioterminowego oporu. Zyskamy wtedy wiarygodny sygnał kupna w postaci wybicia w górę z półrocznego horyzontu. Bez względu na dotychczasowe sygnały z nabywaniem akcji lepiej więc wstrzymać się do chwili, gdy S&P500 będzie powyżej 1170 pkt.