Z danych Organizacji Współpracy i Rozwoju Gospodarczego (OECD) zrzeszającej 30 najbogatszych krajów świata wynika, że wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w USA wyniosła 40 mld USD, podczas gdy w Chinach - 52 mld USD. Zainteresowanie amerykańskim rynkiem systematycznie spada. W 2002 r. w USA zainwestowano 72 mld USD, a w 2001 r. - 167 mld.
Przyczyny zainteresowania Chinami są dla ekonomistów OECD oczywiste - jest to kraj o największym potencjalnie rynku zbytu (przynajmniej pod względem liczby ludności), przy równoczesnej bardzo taniej sile roboczej. Z raportu OECD wynika, że inwestorzy byli w ubiegłym roku zainteresowani przede wszystkim ekspansją na wewnętrznym rynku w tym kraju, a nie produkcją na eksport. Dużo mniejszym zainteresowaniem cieszyły się w zeszłym roku Indie, będące drugim pod względem populacji i szybko rozwijającym się wschodzącym rynkiem. Ubiegłoroczną wartość FDI w tym kraju oceniono na 4 mld USD.
Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (tzw. FDI, od foreign direct investment) z krajów członkowskich OECD na wschodzących rynkach wyniosły w 2003 r. 192 mld USD, czyli aż sześciokrotnie więcej niż w 2002 r. (31,7 mld USD).
- Wartość FDI może służyć jako wskaźnik atrakcyjności klimatu inwestycyjnego w konkurujących ze sobą gospodarkach - uważa Hans Christiansen, główny ekonomista OECD i jeden z autorów raportu.
Nie tylko USA odnotowały spadek zainteresowania inwestorów. Wśród wszystkich krajów OECD wartość FDI obniżyła się w ub.r. o 28% do 384 mld USD. W 2002 r. wysokość bezpośrednich inwestycji wyniosła 535 mld USD. Kanada zanotowała w ub.r. spadek zainteresowania inwestorów o 69%, a kraje UE - o 23%, w tym Niemcy aż o 64%, a Wielka Brytania - o 47%.