Na Euro 2004 niemiecki Adidas-Salomon, drugi co do wielkości producent sprzętu i odzieży sportowej na świecie, dostarczył 2,3 tys. kontrowersyjnych piłek. Ich nazwa pochodzi od pamiętników słynnego portugalskiego podróżnika Vasco da Gamy. O tej szarej piłce z dwoma czarnymi paskami, pierwszej bez szwów (łatki są ze sobą zgrzewane na gorąco), wielu piłkarzy grających na turnieju w Portugalii ma jak najgorsze zdanie. - To coś porusza się we wszystkie strony i tylko wydaje się, że jest okrągłe - żalił się David James, angielski bramkarz po porażce jego drużyny z Francuzami. Niepochlebne komentarze padały też z ust Greków czy Włochów.
Herbert Heiner, szef koncernu z bawarskiego Herzogenaurach, spodziewa się, że mimo krytyki ze strony zawodników, jego firma sprzeda w tym roku 6,3 mln sławnych już piłek. W dużej mierze właśnie dzięki Roteiro Adidas chce zwiększyć w tym roku przychody ze sprzedaży akcesoriów związanych z futbolem - do 850 mln euro, z 800 mln euro odnotowanych poprzednio. Jeśli chodzi o futbolówki, Adidas kontroluje 30% światowego rynku. Przedstawiciele koncernu nie chcą wyjawić, ile wydali i ile zarobili już na produkcji piłek używanych na Euro 2004.
- Futbol jest naszym głównym motorem wzrostu w Europie - przyznał Heiner na środowej konferencji prasowej w Lizbonie. Przychody firmy na Starym Kontynencie wyniosły w I kwartale 951 mln euro, po wzroście o 1,9% w skali roku. Dobre wyniki znajdują odzwierciedlenie w kursie akcji - od początku roku papiery zwyżkowały o 9%.
Bloomberg