Śmiem twierdzić, że wzrost z jakim mamy do czynienia w ostatnich dniach jest "grubymi nićmi szyty" i w każdej chwili może się zakończyć. Trzeba zauważyć, że występującym na przemian wzrostom i spadkom towarzyszyły również bardzo zmienne obroty, z taką prawidłowością (czy raczej nieprawidłowością), że zwiększały one na zniżkach.
Nie wiem jaki jest cel podtrzymywania kursów, ale ze względu na niskie obroty nie jest to specjalnie trudne. Oczywiście są akcje, które są wyraźnie akumulowane (np. branża mięsna). Może "ktoś" chce, aby np. średnia krocząca z 15 sesji przebiła SK-45, co miało ostatni raz miejsce na poziomie 1545 pkt. Może chodzi o sygnały kupna na oscylatorach, których ostatnio było całkiem sporo. A może o podwójne dno na poziomie 1600 pkt., którego tak naprawdę nie było, bo rynek "pokazał siłę" i nie spadł ponownie do tak niskiego poziomu. Może wreszcie ten wzrost ma jednak uzasadnienie fundamentalne (w wynikach spółek i gospodarki) i dodatkowo motywowany jest uspokojeniem na scenie politycznej. No i ten dołek, który miał być w czerwcu... Na pewno trzeba docenić fakt, że udało się zamknąć lukę bessy z 10 maja. Najbliższe opory to 1750 i 1780 pkt. Ich przełamanie gwarantuje test 52-tygodniowego maksimum.
Czwartkowa sesja, jak i poprzednie, była bezbarwna i na jej podstawie nie próbowałbym wyciągać jakichkolwiek wniosków. Ciężko się nie tylko gra na takim rynku, ale również sporych trudności nastręcza jego obserwowanie. Mimo dosyć wielu technicznych sygnałów kupna, nie wchodziłbym na taki rynek, czekając na ich potwierdzenie wysokim wolumenem. Szczególnie, że po okresie "window dressing" kursy mogą nie utrzymać dotychczasowych umiarkowanie wysokich poziomów.