Mamy za sobą ciekawą sesję. W końcu wzrosła zmienność. Pojawiły się także ciekawe zmiany w sytuacji technicznej. Problem w tym, że nadal mamy do czynienia z małym obrotem, który psuje dobre samopoczucie niedźwiedzi.

To samopoczucie powinno być dobre. Sesję zaczęliśmy od wykreślenia luki bessy na wykresie intra. Przez resztę notowań nie udało się jej zamknąć. Prawdę mówiąc nie widać było właściwie żadnych poważniejszych prób wzrostu. W efekcie luka pozostała i mamy ją także na wykresie dziennym.

Luka bessy to nie wszystko. Na załączonym wykresie widać wyraźnie, że wzrost, jaki miał miejsce w ostatnich dniach, był zwieńczeniem ruchu powrotnego do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, z którego ceny wybiły się na początku czerwca. Bykom nie udało się na trwałe wyjść nad czerwcowy szczyt. Został on tylko naruszony. Obecny spadek można więc odczytać jako potwierdzenie panującego od połowy kwietnia trendu spadkowego.

Tyle głaskania niedźwiedzi. Teraz mały klaps sprowadzający na ziemię. Wczorajszemu spadkowi nie towarzyszył zwiększony obrót. Skoro wcześniejszy wzrost miał być tylko częścią korekty, to teraz powrotowi do głównego trenu powinna towarzyszyć nieco większa aktywność. Drugą wątpliwością jest spora ujemna baza. Na zamknięciu wyniosła -17 pkt. Taka dysproporcja sygnalizuje, że gracze na rynku terminowym są przeświadczeni o nadchodzących spadkach. Do tej pory, przez całe półrocze, obserwacja bazy jako sygnalizatora nastrojów przynosiła dobre rezultaty (grając przeciw tym nastrojom). Czy teraz gracze na kontraktach także się mylą? Czy ten spadek to tylko podpucha? Liczba otwartych pozycji wzrosła. Wygląda więc na to, że pojawił się prawdziwy kapitał do gry na spadek. Wypada więc czekać, aż do spadku przyłączy się rynek kasowy. Baza kusi arbitrażystów.