W czwartek odbyło się w Houston pierwsze przesłuchanie sądowe, podczas którego przedstawiono Layowi zarzuty m.in. składania fałszywych sprawozdań finansowych, dezinformowania inwestorów o rzeczywistej kondycji spółki, zmowy oraz nielegalnych transferów pieniędzy. Byłego szefa spółki i osobistego przyjaciela prezydenta George'a W. Busha doprowadzono do sądu w kajdankach. Także tego samego dnia Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) przedstawiła byłemu szefowi Enronu zarzuty na drodze cywilnej, w tym preparowania nieprawdziwych sprawozdań finansowych.

W niedawnym wywiadzie udzielonym "New York Timesowi" Lay przyjął na siebie cywilną odpowiedzialność za upadek koncernu, ale stanowczo zaprzecza jakoby popełnił jakiekolwiek przestępstwo.

Lay jest najwyższym rangą byłym przedstawicielem Enronu, który odpowie przed sądem za jeden z największych skandali korporacyjnych w historii USA. Do upadku Enronu doprowadziła słynna już "wirtualna księgowość", czyli ukrywanie zadłużenia koncernu za pomocą całej sieci spółek zależnych. W wyniku ogłoszonego w grudniu bankructwa straciło pracę 4,5 tysiąca osób, a straty inwestorów obliczano w dziesiątkach miliardów dolarów. Enron był wówczas siódmą co do wielkości przychodów spółką na liście Fortune 500. W sumie zarzuty przedstawiono już ponad 30 osobom.

"Nie popełniłem jednak żadnego przestępstwa" - bronił się były szef Enronu w niedawnym wywiadzie dla "NYT". Sytuacja Laya jest rzeczywiście trudna do pozazdroszczenia. Uwagę mediów przykuwają nie tylko domniemane przestępstwa, ale także osobista przyjaźń z rodziną Bushów. Lay wspierał hojną ręką kampanię wyborczą obecnego prezydenta w 2000 roku i był ostatnim z szefów zbankrutowanego koncernu, któremu jeszcze nie przedstawiono formalnych zarzutów. Następca Laya Jeffrey Skilling czeka już na rozprawę.