Reklama

Ameryka najniżej w tym roku

Przez ostatnie cztery miesiące światowe rynki przypominają statek płynący po rafach. Do tej pory udawało się je omijać, ale szła na to cała energia. W związku z tym zamiast ruchu do przodu, dryfowaliśmy. Spadek indeksów w Stanach Zjednoczonych do najniższych poziomów w tym roku przekonuje, że statek jest blisko katastrofy.

Publikacja: 07.08.2004 08:25

Przewodnim motywem notowań na zagranicznych parkietach była w minionym tygodniu ropa. Jej rekordowe ceny obarczano winą za czwartkową przecenę. Jednak to nie jest tak, że sama drożejąca ropa popsuła nastroje na giełdach. Wszak jej cena rośnie stopniowo od czterech miesięcy. Na początku kwietnia wynosiła w Londynie ok. 30 USD za baryłkę, teraz jest o jedną trzecią wyższa.

Ten czynnik nałożył się na wiele innych, jakie zaznaczyły swoją obecność wcześniej. Wiosną pojawiły się zagrożenia związane z próbami ograniczenia tempa wzrostu w Chinach. Towarzyszyło im nasilenie obaw o wpływ na gospodarkę, mającego się rozpocząć lada moment, cyklu podwyżek stóp procentowych. Kiedy inwestorzy pogodzili się z koniecznością zaostrzenia polityki monetarnej, pojawiły się w drugiej połowie maja nadzieje na letnią hossę. Miała być odreagowaniem po pierwszej podwyżce stóp. Jednak publikowane w ubiegłym miesiącu dane wykazały wyraźne spowolnienie amerykańskiej gospodarki w czerwcu, co wywołało czterotygodniową zniżkę. W jej trakcie zostały przełamane ważne wsparcia. Na wykresie Nasdaq wyznaczało je majowe minimum i luka hossy z końca października 2003 r., natomiast na S&P 500 związane było ono z 200-sesyjną średnią kroczącą. Można powiedzieć, że to, co stało się w minionym tygodniu, było konsekwencją wcześniejszych zdarzeń.

S&P 500 - nowe minimum

Indeks S&P 500, opisujący notowania szerokiego grona amerykańskich spółek, znalazł się w czwartek na najniższym poziomie od połowy grudnia 2003 r., licząc po wartościach z zamknięcia sesji. To praktycznie rozstrzyga o zmianie średniookresowej tendencji na malejącą i zapowiada trwalszy ruch na południe. Podaż nie powinna mieć w kolejnych tygodniach problemów ze sprowadzeniem wskaźnika w rejon 1 tys. pkt. Ostatnią nadzieją kupujących jest linia biegnąca po dołkach z marca i maja tego roku. Znajduje się ona nieco ponad 1070 pkt. Z kilku powodów można jednak przypuszczać, że dotarcie do niej będzie stanowić jedynie bazę do ruchu powrotnego w okolice dołków z maja i lipca, a nie odwrócenia niekorzystnej passy byków.

W ramach trwającego od początku roku trendu horyzontalnego dwukrotnie, w marcu oraz na przełomie maja i czerwca, obserwowaliśmy wzrost S&P 500 w pobliże górki z I kwartału. Za każdym razem wstępem do niego było przecięcie średniej kroczącej z 15 sesji. W ostatni poniedziałek także udało się tę średnią pokonać. Tym razem jednak indeks nie zdołał się ponad nią utrzymać. To kolejny sygnał słabnięcia rynku.

Reklama
Reklama

Nasdaq - zmiana trendu stała się faktem

Ze wsparciem w postaci prostej łączącej dołki z marca i maja wiązano nadzieje na zatrzymanie niekorzystnej tendencji na Nasdaq. Rzeczywiście po dotarciu do tej bariery koniunktura nieco się poprawiła. Zwyżka była jednak niewielka i krótkotrwała. Trzy sesje od jej zakończenia Nasdaq był już poniżej poprzedniego dołka i - co gorsza - poniżej bariery wyznaczonej przez opisaną powyżej prostą. To otworzyło drogę do kontynuacji przeceny.

W związku ze spadkiem miesiąc temu poniżej dolnego ramienia kanału zwyżkowego, w jakim Nasdaq poruszał się od jesieni 2002 r., nie wydaje się możliwe, by wyprzedaż zakończyła się wcześniej niż przy 38,2-proc. zniesieniu wzrostu z tego okresu. To oznacza osiągnięcie przez indeks 1670 pkt.

Wydatki konsumenckie

- wyraźne osłabienieW kontekście drożejącej ropy i rosnących w ślad za nią cen benzyny oraz perspektywy wzrostu ceny pieniądza powraca pytanie, czy amerykańscy konsumenci będą nadal w stanie podtrzymywać koniunkturę gospodarczą. Większe wydatki na transport i wyższe koszty obsługi długu grożą ograniczeniem wydatków na inne cele. Stąd już prosta droga do spadku tempa rozwoju i mniejszych zysków przedsiębiorstw, które będą zmuszone do ograniczania marż. Patrząc na notowania spółek z branży dóbr konsumpcyjnych niewrażliwych na zmiany koniunktury (żywność, leki na receptę, używki tytoniowe i artykuły użytku domowego), można odnieść wrażenie, że inwestorzy obawiają się takiego procesu wypierania. Na wykresie indeksu opisującego notowania w tym sektorze - S&P 500 Consumer Staples - utworzyła się w ostatnich miesiącach formacja głowy z ramionami, zapowiadająca większe zniżki. Na wartości tracą największe firmy z tego sektora. Ich udział w indeksie S&P 500 przekracza 11%, podczas gdy najlepiej prezentującego się w ostatnim czasie sektora energetycznego wynosi tylko 7%.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama