Przewodnim motywem notowań na zagranicznych parkietach była w minionym tygodniu ropa. Jej rekordowe ceny obarczano winą za czwartkową przecenę. Jednak to nie jest tak, że sama drożejąca ropa popsuła nastroje na giełdach. Wszak jej cena rośnie stopniowo od czterech miesięcy. Na początku kwietnia wynosiła w Londynie ok. 30 USD za baryłkę, teraz jest o jedną trzecią wyższa.
Ten czynnik nałożył się na wiele innych, jakie zaznaczyły swoją obecność wcześniej. Wiosną pojawiły się zagrożenia związane z próbami ograniczenia tempa wzrostu w Chinach. Towarzyszyło im nasilenie obaw o wpływ na gospodarkę, mającego się rozpocząć lada moment, cyklu podwyżek stóp procentowych. Kiedy inwestorzy pogodzili się z koniecznością zaostrzenia polityki monetarnej, pojawiły się w drugiej połowie maja nadzieje na letnią hossę. Miała być odreagowaniem po pierwszej podwyżce stóp. Jednak publikowane w ubiegłym miesiącu dane wykazały wyraźne spowolnienie amerykańskiej gospodarki w czerwcu, co wywołało czterotygodniową zniżkę. W jej trakcie zostały przełamane ważne wsparcia. Na wykresie Nasdaq wyznaczało je majowe minimum i luka hossy z końca października 2003 r., natomiast na S&P 500 związane było ono z 200-sesyjną średnią kroczącą. Można powiedzieć, że to, co stało się w minionym tygodniu, było konsekwencją wcześniejszych zdarzeń.
S&P 500 - nowe minimum
Indeks S&P 500, opisujący notowania szerokiego grona amerykańskich spółek, znalazł się w czwartek na najniższym poziomie od połowy grudnia 2003 r., licząc po wartościach z zamknięcia sesji. To praktycznie rozstrzyga o zmianie średniookresowej tendencji na malejącą i zapowiada trwalszy ruch na południe. Podaż nie powinna mieć w kolejnych tygodniach problemów ze sprowadzeniem wskaźnika w rejon 1 tys. pkt. Ostatnią nadzieją kupujących jest linia biegnąca po dołkach z marca i maja tego roku. Znajduje się ona nieco ponad 1070 pkt. Z kilku powodów można jednak przypuszczać, że dotarcie do niej będzie stanowić jedynie bazę do ruchu powrotnego w okolice dołków z maja i lipca, a nie odwrócenia niekorzystnej passy byków.
W ramach trwającego od początku roku trendu horyzontalnego dwukrotnie, w marcu oraz na przełomie maja i czerwca, obserwowaliśmy wzrost S&P 500 w pobliże górki z I kwartału. Za każdym razem wstępem do niego było przecięcie średniej kroczącej z 15 sesji. W ostatni poniedziałek także udało się tę średnią pokonać. Tym razem jednak indeks nie zdołał się ponad nią utrzymać. To kolejny sygnał słabnięcia rynku.