Przed południem ceny ropy rosły w porównaniu z wtorkowym zamknięciem. Przyczyn było kilka. Szef rosyjskiej federalnej Agencji Energii Siergiej Oganesjan powiedział, że eksport Jukosu może być wstrzymany na granicy, bo spółka zapłaciła podatki tylko do 10 sierpnia. Miałoby to dotyczyć 700 tys. baryłek dziennie. Wyraził przy tym nadzieję, że do wstrzymania eksportu nie dojdzie. I rzeczywiście wczoraj Jukos jeszcze eksportował.

Międzynarodowa Agencja Energii podniosła prognozę zużycia ropy na świecie w tym i przyszłym roku o 700 tys. baryłek dziennie do, odpowiednio, 82,2 i 84 mln baryłek. MAE stwierdziła też, że wysokie ceny ropy już zaczynają szkodzić koniunkturze gospodarczej. Od początku lipca ropa zdrożała już o 15%, a w ciągu roku o 37%. Oliwy do ognia dolał raport Departamentu Energetyki o stanie zapasów w USA. Analitycy spodziewali się wprawdzie spadku rezerw, ale o 950 tys. baryłek, a okazało się, że w minionym tygodniu zmniejszyły się one aż o 4,3 mln baryłek. Po tej wiadomości ceny skoczyły o 0,5%. Kilkanaście minut później opublikowano jednak wywiad saudyjskiego ministra ds. ropy dla tamtejszej agencji prasowej. Minister zapewnił, że królestwo ma niewykorzystane moce produkcyjne, przekraczające 1,3 mln baryłek dziennie.

Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w sierpniu kosztowała po południu 40,40 USD w porównaniu z 41,28 USD na wtorkowym zamknięciu i 39,70 USD przed tygodniem.