Od 1 maja zmieniły się zasady funkcjonowania rolnictwa. Dotychczasowy system interwencji na rynkach rolnych został zastąpiony rozwiązaniami stosowanymi w Unii Europejskiej.
Nie ma pieniędzy
Podstawową pomocą dla rolników mają być dopłaty obszarowe, które przysługują wszystkim tym, którzy złożyli stosowny wniosek. Według szacunków ministerstwa rolnictwa, z tego tytułu na polską wieś trafiać będzie co roku prawie 5 mld złotych. Jednak pieniądze te będą wypłacane dopiero od grudnia. Na pozostałe unijne środki (np. z programów strukturalnych) kierowane do rolników nie ma w tym roku co liczyć. Wnioski będą bowiem zbierane dopiero we wrześniu. - Czyli rolnik jeszcze długo nie zobaczy ani złotówki z unijnych pieniędzy - powiedział Jan Krzysztof Ardanowski, prezes Krajowej Rady Kółek Rolniczych i Organizacji Rolnych. UE przeznacza w latach 2004-2006 na polską wieś ponad 4 mld euro. Ale pierwsze pieniądze zaczną spływać najwcześniej w grudniu.
Prawie same straty
Z danych NBP wynika, że od maja wzrosły przede wszystkim ceny artykułów żywnościowych, co powinno się przekładać na sytuację rolników. - Nic bardziej mylącego - powiedział J. Soska. Zdaniem prezesa Soski ,do tej pory na otwarciu wspólnotowego rynku zyskali jedynie handlowcy, którzy pod pretekstem wejścia do Unii podwyższali marże. Natomiast cena skupu, którą proponowało się rolnikowi, nie uległa większym zmianom. - Doskonałym na to przykładem jest cukier, który podrożał prawie dwukrotnie, a w końcu powstał z ubiegłorocznych buraków - powiedział J. Soska. Po wejściu do Unii mamy wręcz, zdaniem organizacji rolniczych, do czynienia z załamaniem niektórych gałęzi polskiego rolnictwa. Ceny skupu owoców miękkich, zboża czy rzepaku spadły znacznie poniżej kosztów produkcji. - Podobny los czeka sadowników posiadających jabłonie i grusze - uważa J. K. Ardanowski.