Na razie niewiele wskazuje na to, że wczorajsza umiarkowana zwyżka była czymś więcej niż tylko korektą po środowym wybiciu poniżej dołka z 15 lipca przy 1651 pkt. WIG20 próbował powrócić co prawda ponad ten poziom, ale po odbiciu od oporu w połowie środowej czarnej świecy indeks zakończył sesję niemal dokładnie na wysokości wspomnianego lipcowego minimum. Na niekorzyść kupujących przemawia fakt, że po silnej przecenie nie zdołały się podnieść największe spółki - TP, PKN, KGHM. Wszystkie te czynniki przemawiają za kontynuacją ruchu w dół.

Z drugiej strony wciąż pozostaje wiele wątpliwości. Nieprzypadkowo właśnie już wczoraj doszło do odreagowania - mimo dalszych spadków na giełdach Europy Zachodniej. Byki podjęły - na razie udaną - próbę obrony wsparcia wynikającego z dołka z 17 czerwca - 1642 pkt. Tak więc sytuacja pozostaje dość skomplikowana. WIG20 znalazł się między młotem a kowadłem. Jego położenie z jednej strony nie daje bykom zbyt dużych nadziei, ale pozostawia też wątpliwości co do szybkiego zwycięstwa niedźwiedzi.

Warto zatem zastanowić się nad dwoma scenariuszami. Załóżmy, że WIG20 spadnie poniżej wsparcia na wysokości 1642 pkt. Wówczas nie powinno być większych problemów ze spadkiem do 1600-1612 pkt. Dopiero na tym poziomie rozegra się walka, która zadecyduje o losach koniunktury w średnim terminie. Nie da się też jednak wykluczyć, że czerwcowy dołek okaże się na tyle mocnym wsparciem, że indeks zacznie bardziej zdecydowanie odrabiać straty. Takiemu wariantowi sprzyja wyprzedany oscylator stochastyczny. Od trzech miesięcy wyjście tego wskaźnika ze strefy wyprzedania zawsze zapowiadało poprawę nastrojów. Działo się tak dlatego, że na rynku panował średnioterminowy trend boczny. Nie da się jeszcze przesądzić, że trend ten się zakończył. Sprawdza się też inny schemat znany z ostatnich miesięcy - indeks po spadku poniżej średniej kroczącej z 200 sesji natychmiast zawracał w górę. Być może na koniec tygodnia byki zmobilizują się, by podciągnąć WIG20 powyżej połowy środowej świecy, czyli ok. 1657 pkt.