Z uwagi na zmianę przepisów związanych z zatrudnianiem osób niepełnosprawnych grupa Impela w II kwartale z należnych 20,7 mln zł dotacji w sprawozdaniu finansowym wykazała tylko 2,9 mln zł. Około 14 mln zł zaliczono do rezerw na zobowiązania. - Nie uwzględniamy w przychodach blisko 90% otrzymywanych dopłat, na wypadek gdyby obecne niejasne przepisy zostały rozstrzygnięte w sposób najbardziej niekorzystny dla spółki. W najgorszym wypadku musielibyśmy zwrócić dopłaty - twierdzi Grzegorz Dzik, prezes Impela.
Zarząd Impela, powołując się na niestabilne prawo dotyczące zatrudniania niepełnosprawnych, podjął decyzję o rozpoczęciu restrukturyzacji grupy. Jej głównym celem jest osiągniecie dodatniego wyniku operacyjnego bez uwzględnienia dotacji. Kiedy to nastąpi? Na razie nie wiadomo.
Firma planuje m.in. pozyskiwać kontrakty o wyższej rentowności. - Mamy już umowy, których realizacja opłacalna jest bez pomocy państwa. Nie wiemy jednak, kiedy całkowicie uniezależnimy się od dopłat - mówi Sławomir Borkowski, członek zarządu Impela.
W związku ze zmianami prawa Impel rozpoczął "optymalizację" zatrudnienia. Z załogi liczącej 25 tys. osób pracę straciło już około 600. Ilu wśród nich było niepełnosprawnych, Impel nie podaje. - Zwalniamy osoby najmniej wydajne - podkreśla prezes G. Dzik.
Spółka, ratując się przed utratą dotacji, przewiduje zmianę warunków kontraktów. - W niektórych przypadkach będziemy musieli podnieść ceny lub zrezygnować z niektórych umów - mówi S. Borkowski. - Klienci wiedzieli, że zatrudniamy osoby niepełnosprawne, a co za tym idzie, korzystamy z dotacji. Mieli świadomość, że niskie ceny to często efekt pomocy państwa, dlatego nie powinno być problemów z renegocjacją umów.