Ceny paliwa stanowią około 30% kosztów firm przewozowych. Jednocześnie polska branża logistyczno-transportowa jest bardzo konkurencyjna (średnie marże przewoźników rzadko przekraczają 4%). M.in. dlatego firmom trudno podnosić ceny automatycznie przy każdej podwyżce cen ropy. Zarazem ciężko o dalsze oszczędności. Mimo to wiele przedsiębiorstw z logistycznej "czołówki" odnotowało w ostatnim czasie wzrost przychodów (m.in. Pekaes i VOS Logistics). Lepsze rezultaty tłumaczy się zwykle zniesieniem czasochłonnych odpraw celnych z krajami Unii Europejskiej oraz zwiększeniem wymiany handlowej w następstwie akcesji. Nie jest to jedyne wytłumaczenie.
Podwyżki tylko
u największych
- Towarów nie przybyło aż tyle, abyśmy mogli wypełnić czas zaoszczędzony na odprawach - mówi Edward Soboń, prezes starachowickiego Matransu. Firmy równoważą zatem negatywny wpływ rosnących cen paliw w inny sposób. Najwięksi podwyższają stawki frachtu. - Nasze taryfy są ruchome. Poważni klienci to rozumieją - tłumaczy Katarzyna Nowakowska, dyrektor marketingu w VOS Logistics Polska. Liderzy rynku obsługują jednak międzynarodowe koncerny, dla których liczy się dużo bardziej kompleksowość oferty i jakość usługi niż bardzo niska cena. Gorszą sytuację mają mniejsze firmy polskie. - Coraz częściej widać, że przewoźnicy wchodzą w szarą strefę, oszczędzając na podatkach i ZUS-ie od kierowców - obawia się E. Soboń. Szansą dla małych podmiotów byłaby konsolidacja z dużymi graczami. Ci są jednak temu niechętni. - Musimy mieć najpierw pewność, że podwykonawca będzie miał co wozić. Dobry czas na konsolidację był kilka lat temu - argumentuje K. Nowakowska.
Przewoźnicy spedytorami