Ostatnie dane o rachunku obrotów bieżących mile zaskoczyły analityków. Okazało się bowiem, że w czerwcu NBP odnotował nadwyżkę. Co jednak jeszcze ważniejsze - z nadwyżką mieliśmy do czynienia w wymianie handlowej. Czyli eksport przewyższył import. Taką sytuację tylko najstarsi górale pamiętają...
Sama nadwyżka jest oczywiście powodem do zadowolenia, ale trzeba otwarcie powiedzieć, że może ona w znacznej mierze wynikać z czynnika jednorazowego. Może, nie musi, trudno na podstawie jednego miesiąca stawiać jakieś tezy. Chodzi o to, że bezpośrednio przed wejściem do UE mieliśmy do czynienia z astronomicznym wręcz przyrostem importu. Być może więc teraz odreagowujemy zaistniałą sytuację, import jest mniejszy, bo w magazynach jest mnóstwo sprowadzonych surowców, półproduktów i produktów gotowych. Wcześniej czy później te zapasy się skończą.
Bez wątpienia jednak z dużym optymizmem trzeba patrzeć na dane o eksporcie. W czerwcu sprzedaliśmy towary o wartości 5,65 mld euro, co oznacza ponad 30% wzrostu w stosunku do czerwca 2003 roku. Tu też mieliśmy poważne perturbacje "okołounijne" w danych z poszczególnych miesięcy. Sumując jednak ostanie trzy miesiące (czyli drugi kwartał) widać wyraźnie, że dynamika eksportu jest bardzo wysoka. W stosunku do porównywalnego okresu 2003 roku sprzedaż za granicę wzrosła o ponad 25% (dane w euro). Umacniający się złoty z pewnością nie pomaga eksporterom, z drugiej jednak strony poziomy, które obserwujemy w tej chwili, dla zdecydowanej większości z nich są jeszcze bezpieczne. Wiele firm to oddziały zachodnich koncernów. W ich przypadku kursy nie mają często decydującego znaczenia. Wyraźnie rośnie wydajność, przedsiębiorstwa się unowocześniają, co m.in. oznacza niższe koszty wytwarzania. Coraz więcej firm korzysta z bogatej oferty instrumentów zabezpieczających przed ryzykiem kursowym. Często są one naturalnie zabezpieczone, bo z jednej strony eksportują, ale z drugiej importują.
Nie bez znaczenia dla naszej sprzedaży za granicę jest fakt, że stajemy się konkurencyjni nie tylko cenowo. Jakość rośnie, nowoczesność także. Poza tym wyraźnie wzrósł eksport żywności i ten efekt z naddatkiem zrekompensował ewentualne ubytki gdzie indziej. Wniosek: eksport to wciąż motor polskiej gospodarki.
Niestety, jest jedno "ale". I to bardzo istotne. Właściwie powinienem od niego zacząć. Chodzi o to, czy nad ostatnimi miesięcznymi danymi NBP jest w ogóle sens deliberować? Jak się popatrzy na poprzednie miesiące, to się okazuje, że dane wstępne, tak je nazwijmy, potrafią się różnić od ostatecznych, publikowanych razem z wstępnymi za kolejny miesiąc, nawet o 20%. Czyli spokojnie o miliard euro. Innymi słowy: za trzy tygodnie może się okazać, że czerwcowy eksport był na poziomie 6,5 mld euro albo 4,5 mld euro. A nadwyżka w obrotach bieżących, czy też nadwyżka wymiany handlowej, może się okazać deficytem. Na dwoje babka (system zbierania danych w NBP) wróżyła. Oczywiście tak duże odstępstwa danych wstępnych od rzeczywistych nie są, niestety, w świecie niczym nadzwyczajnym. Spójrzmy choćby na amerykański PKB. Tezy można stawiać jednak dopiero po danych finalnych. Ale wtedy z punktu widzenia rynku jest już często za późno...