Wczorajsza sesja miała być przełomowa. Liczyłem, że przy dużej aktywności graczy rozstrzygnięcia doczeka się dylemat, czy sygnał sprzedaży z poprzedniego tygodnia zostanie zanegowany. Alternatywą dla takiej sytuacji byłoby odbicie się cen od dolnego ograniczenia kanału i spadek w kierunku ostatniego dołka.

Rynek rzadko spełnia oczekiwania. Wprawdzie mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen, który zaprowadził w końcówce sesji wykres cen nad dolne ograniczenie kanału. Można takie zachowanie odebrać jako skuteczny kontratak popytu i negację sygnału sprzedaży. Problem w tym, że faktycznie takiego ataku popytu nie było widać. Ponownie notowaliśmy wzrost cen przy małej aktywności graczy. Okazuje się, że obroty były jeszcze niższe niż we wtorek. Na dodatek z tych 160 mln złotych prawie 60 mln przypadało na jedną spółkę - PKN. Czy tak wygląda atak popytu? Wzrost ma szansę na kontynuację jeśli stoi za nim kapitał. Kapitał, który ktoś ryzykuje dokonując poważnych zakupów. Na wczorajszej sesji takich zakupów nie widziałem.

Nie znaczy to, że walczę z rynkiem. Powrót do kanału pozwala na wniosek, że pozostajemy nadal w obrębie konsolidacji, w jakiej jesteśmy już ponad 3 miesiące. Była szansa na wybicie, ale podaż widocznie nie była na to gotowa. Nie zaatakowała, a teraz się nawet cofnęła. To pozwala nawet niewielkiemu popytowi (po stronie popytu stało wczoraj raptem 81 mln złotych) na podniesienie cen. Już przerabialiśmy takie zagrania wcześniej. Jak pokazują strzałeczki na wykresie, takie wzrosty kończą się dość gwałtownie. Być może będziemy dziś atakować poziom ostatniej z tych strzałeczek, ale jej pokonanie będzie dla byków dużym problemem. Niczego wykluczyć nie można, ale dobrze by było, by ruch rynku był potwierdzony przez obrót.