Ceny ropy naftowej wzrosły wczoraj w Nowym Jorku do rekordowego poziomu 47,40 USD za baryłkę, po opublikowaniu raportu Departamentu Energetyki o spadku zapasów w Stanach Zjednoczonych i to już trzeci tydzień z rzędu. Amerykańskie rezerwy surowej ropy zmniejszyły się w minionym tygodniu o 1,3 mln baryłek, do 293 mln. Spółki zamknęły platformy wiertnicze w Zatoce Meksykańskiej, bo szalał tam w ub. tygodniu tropikalny sztorm Bonnie. Od 30 lipca cena ropy w Nowym Jorku codziennie, z jednym wyjątkiem, biła rekordy w wyniku obaw o zakłócenia dostaw tego surowca z Rosji, Wenezueli i Iraku. Na New York Mercantile Exchange kontrakty terminowe na ropę zdrożały od początku roku już o 53%.
Analitycy spodziewali się, że amerykańskie zapasy zmniejszą się jeszcze bardziej, bo o 1,88 mln baryłek. Mniejszy niż prognozowano ich spadek nieco uspokoił nastroje na rynku. W pewnym stopniu pomogło również to, że rezerwy te są teraz o 5,1% większe niż o tej samej porze przed rokiem. Na spadek cen nie ma co jednak liczyć, bo wzrost gospodarczy powoduje znaczne zwiększenie popytu. Według najnowszego raportu OPEC w przyszłym kwartale zwiększy się on do 83,19 mln baryłek dziennie, o 300 tys. baryłek w porównaniu z prognozą z lipca. Produkcja OPEC może we wrześniu sięgnąć 30,5 mln baryłek dziennie, o 930 tys. więcej niż w lipcu.
Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w październiku kosztowała po południu 42,88 USD w porównaniu z 42,99 USD na wtorkowym zamknięciu i 41,57 USD przed tygodniem.