61 znanych ekonomistów przewiduje, że w III kwartale br. tempo wzrostu PKB największej gospodarki świata wyniesie 3,6%, a w czwartym - 3,8%. Mimo że nie są to najgorsze wyniki, w porównaniu np. z najbardziej rozwiniętymi krajami europejskimi, przewidywania są znacznie niższe niż w maju br., kiedy ta sama grupa ekspertów przewidywała wzrost odpowiednio o 4,1% i 4,0%. Średni miesięczny wzrost liczby nowych miejsc pracy szacowany jest na 185 tysięcy etatów.

Powodem obniżenia poprzeczki są przede wszystkim rosnące ceny paliw płynnych, energii i surowców. Odbije się to także na inflacji: liczony rok do roku średni wzrost cen detalicznych ma wynieść we wrześniu 3,0%, a w grudniu 3,1%. Jeszcze trzy miesiące temu inflację szacowano odpowiednio na 2,4% i 2,6%. Większość badanych (prawie 80%) zgadza się jednak z opinią prezesa Rezerwy Federalnej Alana Greenspana, który uważa, że czynniki wpływające na wzrost inflacji mają charakter przejściowy. Także Fed powinien elastycznie reagować na wzrost cen, stopniowo podnosząc stopy procentowe - twierdzą amerykańscy ekonomiści. Aż 84% ankietowanych uważa za słuszną politykę banku centralnego i przewiduje, że do końca bieżącego roku podstawowa stopa funduszy federalnych dojdzie do 2%. Proces zaostrzania polityki monetarnej, zapoczątkowany w czerwcu br., będzie kontynuowany także w 2005 r., a stopy procentowe powinny dojść do poziomu 3%.

Nie wszyscy jednak uważają, że obserwowany obecnie wzrost napięć inflacyjnych w USA jest zjawiskiem przejściowym. - Wysokie koszty energii utrzymują się tak długo, że amerykańscy przedsiębiorcy nie są pewni, czy rzeczywiście zaczną one spadać w dającym się przewidzieć czasie - uważa Joel Naroff z firmy Naroff Economic Advisors. - Będą więc musieli prędzej czy później zacząć podnosić ceny - dodaje.