I znów główny indeks warszawskiej giełdy zbliżył się do oporu na poziomie 24 tys. pkt, od którego tak dynamicznie odbił się przed trzema tygodniami. Stabilizacja w wąskim, tysiącpunktowym, przedziale trwa już blisko cztery miesiące i trudno powiedzieć w tym momencie cokolwiek na temat bardziej prawdopodobnego kierunku wybicia. Każde zbliżenie do granic konsolidacji wywołuje zwiększony obrót generowany przez tych, którzy obawiają się wybicia lub też na nie liczą.
W tej "beztrendowej" sytuacji najlepiej spisują się strategie oparte o indywidualną selekcję poszczególnych akcji, które nawet w tych niezbyt sprzyjających warunkach potrafią zapewnić kilkudziesięcioprocentowe zyski. Natomiast średnie spółki - mierzone indeksem MIDWIG - straciły swój impet z I kwartału i zaczęły zachowywać się gorzej od indeksu blue chipów. Moim zdaniem to dopiero początek tej tendencji; odwrót stanie się zapewne bardziej czytelny w miarę zbliżania się oferty PKO BP i zakończenia wyprzedaży banków już notowanych na giełdzie.
Nadchodzące tygodnie - zapewne wciąż w wakacyjnym nastroju - można wykorzystać na analizowanie potencjału wzrostu zysków poszczególnych spółek w przyszłym roku. Wydaje mi się, że prognoza 20-procentowego zwiększenia zysku wcale nie musi być przyjmowana przez inwestorów z dużym entuzjazmem; oczekiwania są chyba większe, zwłaszcza po bardzo dobrych wynikach I półrocza br. W przypadku niektórych bardzo wysoko wycenianych mid-capów może się to przełożyć na spore korekty kursów.
Zwróć uwagę na:
TP - luka pomiędzy ceną giełdową a niektórymi wycenami jest już większa niż 20%; gra może być warta świeczki tym bardziej, że stopa wypłaty dywidendy z zysku za rok 2004 będzie zapewne pokaźna.