Reklama

Droga zła, tania też niedobra

Tydzień temu ludzie pytali, kiedy ropa przestanie drożeć, teraz zastanawiają się, gdzie jest dno - tak huśtawkę na rynku ropy skwitował Todd Clark, szef traderów w Wells Fargo Securities. Rynki akcji wahania cen przyjmują spokojnie, utrzymując się w krótkoterminowych trendach wzrostowych.

Publikacja: 28.08.2004 08:03

Kiedy cena baryłki gatunku Brent zbliżała się na giełdzie w Nowym Jorku do 50 USD, analitycy straszyli zwiększającą się inflacją. Żeby z nią walczyć, banki centralne zmuszone byłyby do podnoszenia stóp procentowych. Z jednej strony prowadziłoby to do zwiększenia kosztów finansowych przedsiębiorstw, z drugiej zwiększało atrakcyjność inwestycji w obligacje (wyższa rentowność). Obydwa te czynniki były groźne dla rynku akcji.

Nie minął tydzień i sytuacja odwróciła się o 180 stopni. W ciągu pięciu sesji notowania ropy spadły o około 15%. Cena baryłki znalazła się w okolicach 43 USD (na giełdzie w Londynie obniżyła się do 40 USD). To może być sygnał, że światowa gospodarka nie będzie się już tak szybko rozwijać, zatem spółki giełdowe będą miały kłopoty z zarabianiem pieniędzy. Dodatkowo gwałtowne skoki notowań ropy sprawiają, że inwestorzy nie są skłonni podejmować jednoznacznych decyzji. Jeśli nałożyć na to końcówkę sezonu urlopowego, to okaże się, że handel na najważniejszych rynkach jest mało intensywny.

Ropa złamała trend

Wracając do ropy - można odnieść wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby jej notowania stały w miejscu. Rzeczywiście, w krótkim terminie stabilizacja jest dość prawdopodobna. Wykres przełamał dwumiesięczną linię trendu wzrostowego. Do takiej sytuacji dochodziło w tym roku już dwukrotnie i w obydwu wypadkach mieliśmy chwilowe uspokojenie na rynku. Później notowania spadały. Choć można mieć wątpliwości, czy schemat ten się powtórzy, to po złamaniu wzrostowej linii trendu zwyżka ponad granicę 50 USD jest w najbliższym czasie mało prawdopodobna.

S&P 500 - od bandy

Reklama
Reklama

do bandy

Przed dwoma tygodniami jeden z najważniejszych amerykańskich indeksów miał najniższą wartość w tym roku (1063 pkt). Ale zbudowane na wykresie podwójne dno i przebita linia trendu spadkowego znacznie poprawiły sytuację posiadaczy akcji. Trend krótkoterminowy zmienił się na wzrostowy.

Rzut oka na wykres S&P 500 w dłuższej perspektywie pozwala dostrzec ponad 6-miesięczny kanał spadkowy. Schemat ruchu indeksu w tym czasie był prosty - od dolnej do górnej bandy. I z powrotem. Czyli teraz powinniśmy dotrzeć do górnego ramienia formacji. Zostało do niego jeszcze niecałe 30 punktów (od czwartkowego zamknięcia).

Ale "po drodze" S&P 500 ma jeszcze średnią z 200 sesji. To ważny wyznacznik trendu długoterminowego. W dużym uproszczeniu - jak wykres indeksu jest poniżej średniej uważa się, że tendencja długoterminowa jest spadkowa. Taki niekorzystny układ mamy na wykresie S&P 500 właśnie teraz. Zwyżka S&P 500 zatrzymała się tuż poniżej średniej. Odbicie od niej będzie niebezpieczne dla posiadaczy akcji na dwa sposoby - z jednej strony układ średnia-wykres indeksu pozostanie typowy dla bessy, z drugiej złamana zostanie reguła ruchu wewnątrz opisywanego kanału.

Warto zwrócić uwagę, że ostatnia fala spadkowa (23 czerwca-12 sierpnia) spowodowała zniżkę indeksu o 7% i była nieco dłuższa od dwóch pozostałych w ramach kanału. Tym bardziej niebezpieczne byłoby teraz skrócenie wzrostu.

Europa - w ślad za Ameryką

Reklama
Reklama

Indeks Dow Jones Stoxx (DJS) 50, w którego skład wchodzą największe europejskie przedsiębiorstwa, powiela ruchy S&P 500. Z tym że kanał na wykresie DJS jest mocniej nachylony w dół - w Europie spadki zaczęły się później, ale okazały się nieco silniejsze. Przez to na wykresie nie ma sprzeczności między średnią z 200 sesji i górnym ramieniem kanału - te dwa opory zbiegają się w okolicach 2770 pkt. Zatem europejski rynek akcji nie powinien mieć w najbliższym czasie kłopotów z kontynuacją krótkoterminowej zwyżki. W przeciwieństwie do Ameryki.To dobra wiadomość dla naszej giełdy, szczególnie że jeśli jakieś rynki znajdują się w zdecydowanych trendach wzrostowych, to raczej te mniejsze. Najwyższe wartości, przynajmniej od 52 tygodni, zanotowały w ostatnim tygodniu na przykład węgierski BUX i belgijski BEL20. Rekordy tego drugiego indeksu to z jednej strony dobra, z drugiej zła wiadomość przed ofertą PKO BP. Dobra - o wartości BEL20 decydują instytucje finansowe. Zła - są dość nisko wyceniane. Wskaźnik C/Z dla działających także w Polsce Fortisu i KBC odpowiednio wynosi 6,6, i 12,2. Dexia, również świadcząca usługi finansowe dla klientów detalicznych, ma C/Z 10,2 (łącznie te trzy firmy mają 45-proc. udział w indeksie BEL20). Polskie banki są znacznie droższe.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama