W Rosji od kilkunastu dni dochodzi do coraz większych aktów terroru. Najpierw prawie jednocześnie spadły dwa samoloty lecące na południe kraju. Eksperci mają coraz większe przekonanie, że to efekt zamachu terrorystycznego a nie niesamowity zbieg okoliczności. We wtorek wieczorem przynajmniej 10 osób zginęło a kilkadziesiąt zostało rannych w wyniku samobójczego ataku w centrum Moskwy. Wczoraj uzbrojone komando bojowników czeczeńskich zajęło, nie bez ofiar, szkołę w pobliskiej Inguszetii i zagroziło zabiciem zakładników, jeśli nie zostaną spełnione ich żądania. Terroryzm w Rosji staje się więc już powoli codziennością. Gdyby to działo się w USA z pewnością na Wall Street akcje by wyraźnie taniały. Ale Rosja to nie Ameryka a Moskwa to nie Wall Street (przynajmniej na razie), więc rosyjska giełda zachowuje się bardzo spokojnie. Wczoraj RTS stracił nieznacznie, ok. 0,3%. W ciągu ostatnich dwóch tygodni, od kiedy rozpoczęła się seria ataków, wskaźnik zyskał ponad 4%. Znamienne są słowa jednego z moskiewskich analityków, który komentując brak reakcji moskiewskiej giełdy na zamachy, stwierdził, że "zagraniczny i coraz częściej krajowy kapitał wciąż ma zbyt wiele do ugrania na młodej jeszcze rosyjskiej giełdzie, by martwić się terrorystami". Gospodarka, napędzana wysokimi cenami ropy naftowej, ma się przecież dobrze.

Na bardziej rozwiniętych rynkach przeważał wczoraj wzrost. W Nowym Jorku zwyżkował przede wszystkim technologiczny indeks - Nasdaq Composite. Inwestorzy zwrócili się ku przecenionym ostatnio walorom firm z tej branży tym bardziej, że oczekuje się, iż dziś po sesji Intel skoryguje w górę prognozę wyników na bieżący kwartał. Wskaźniki makroekonomiczne tym razem zeszły na dalszy plan. Dobra informacja o wzroście wydatków w sektorze budowlanym "gryzła się" bowiem ze spadkiem wskaźnika koniunktury w przemyśle. Główne giełdy europejskie również wczoraj rosły, a ciągnęły je w górę spółki naftowe. Merrill Lynch opublikował bowiem raport, w którym zapowiada dalszy wzrost cen ropy w najbliższych dwóch kwartałach.