Wynik wczorajszej sesji jest podobny do dwóch poprzednich. Próba wybicia nad opór nie powiodła się. Mimo to, walka nie została jeszcze rozstrzygnięta. Słabość popytu nie została wykorzystana przez podaż. Kolejna próba jest nadal możliwa.

Zaczęliśmy spokojnie, w okolicy zamknięcia poprzedniej sesji. Po spokojnej pierwszej godzinie kursy ruszyły w górę. To w dużej mierze skutek zakupów na rynku kasowym. Nie były one oszałamiające, ale wystarczyły, by podnieść ceny do nowego lokalnego szczytu. W południe sięgnęliśmy poziomu 1744 pkt. Problem w tym, że i tym razem nowa górka nie wywołała reakcji pozostałych graczy. Kolejny raz próba wybicia z konsolidacji skończyła się krótko po tym, gdy się zaczęła. Ktoś podniósł ceny, ale liczył na to, że wzrost zachęci pozostałych do zakupów. Tego kogoś spotkało rozczarowanie, gdyż nie tylko nie pojawił się dodatkowy popyt, ale nawet bardziej widoczna była podaż. Widać więc, że nowe szczyty są wykorzystywane do sprzedaż posiadanych papierów.

Takie zachowanie nie może skutkować kontynuacją zwyżki. W drugiej części sesji to się potwierdziło. Ceny spadły na poziom środowego zamknięcia. Spadek cen kontraktów od szczytu wyniósł ponad 20 pkt. Trudno to nazwać mocnym rynkiem. Po raz trzeci z rzędu próby wybicia nad opór nie powiodła się. Czy znajdą się chętni, by ryzykować własne pieniądze dla kolejnej próby? Za każdym razem podaż jest bardziej widoczna, a zatem ryzyko fiaska za każdym razem wzrasta.

Z technicznego punktu widzenia cały czas walczymy z oporem. Na razie nie udało się go pokonać, ale ceny nie oddaliły się zbyt mocno od niego. Kolejny atak jest cały czas możliwy. Podaż jeszcze nie przejęła inicjatywy. Wprawdzie wstrzymuje wzrost kursów, ale nie jest w stanie (lub nie chce) dopuścić do spadku cen.