Sierpniową poprawę sytuacji na rynku pracy niemal dokładnie przewidzieli analitycy. Spodziewali się przyrostu liczby etatów o 150 tys. Okazało się również, że ich lipcowe prognozy nie były aż tak odległe od rzeczywistości, jak wynikało z pierwszego raportu Departamentu Pracy. W lipcu przybyło bowiem 73 tys. miejsc pracy, a nie zaledwie 32 tys. jak informowano 6 sierpnia.
Dane te pozwalają sądzić, że amerykańska gospodarka wychodzi z letniego marazmu.
- Solidne przyrosty zatrudnienia powinny utrzymać się do końca roku - uważa Stephen Stanley, główny ekonomista w RBS Greenwich Capital. Wiele firm ma już bowiem za mało pracowników w stosunku do rozmiarów działalności. Wielu ekonomistów zwraca uwagę, że gospodarka co miesiąc musi tworzyć ok. 150 tys. miejsc pracy, by utrzymać stopę bezrobocia na obecnym poziomie. W czasie rekordowej ekspansji z lat 1991-2001 w USA co miesiąc przybywało średnio 201 tys. etatów.
Poprawa na rynku pracy niewątpliwie pomoże prezydentowi George'owi W. Bushowi odpierać krytykę jego polityki gospodarczej w ostatnich dwóch miesiącach kampanii wyborczej. Od początku roku w Stanach Zjednoczonych przybyło 1,4 mln miejsc pracy, ale wciąż jest ich o 900 tys. mniej niż w styczniu 2001 r., kiedy Bush zaczynał urzędowanie w Białym Domu.
Z optymizmem patrzą w przyszłość szefowie amerykańskich spółek. Spodziewają się większych przychodów i wzrostu zatrudnienia do końca tego roku i w całym przyszłym - wynika z ankiety przeprowadzonej przez Business Roundtable. 89% ankietowanych prognozuje wzrost sprzedaży, a 40% zwiększenie liczby miejsc pracy.