Ceny miedzi spadały w piątek w Nowym Jorku i Londynie już trzeci dzień z rzędu. Przyczyn takiej przeceny było kilka - zapowiedź rychłego zakończenia strajku w Peru, nieoczekiwany wzrost zapasów w Azji i wreszcie umocnienie się kursu dolara po raporcie o poprawie sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych.

Rząd Peru uznał za nielegalny strajk górników w dwóch tamtejszych kopalniach miedzi, a to oznacza, że zarząd spółki Grupo Mexico może ich zwolnić z pracy. Wobec takiego ryzyka, prawdopodobnie wkrótce przerwą strajk, a to zmniejszy obawy o zakłócenia w dostawach. Z kopalń Cuajone i Toquepala pochodzi 2,3% światowej produkcji miedzi.

W składach w Singapurze, monitorowanych przez londyńską giełdę, zapasy miedzi wzrosły aż ośmiokrotnie w ostatnich 2 tygodniach, co wskazywałoby na spadek popytu w Azji. A właśnie niesłychanie dynamiczny rozwój tamtejszej, zwłaszcza chińskiej, gospodarki był główną przyczyną niemal ciągłego spadku zapasów i wzrostu cen miedzi w ciągu roku o 52%.

Po opublikowaniu informacji o największym od maja przyroście liczby miejsc pracy w USA dolar umocnił się wobec euro. To spowodowało spadek popytu na metale ze strony inwestorów nie dysponujących amerykańską walutą.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą w grudniu staniały w piątek w Nowym Jorku o 0,06 centa (0,5%), do 1,242 USD za funta, a w Londynie o 14 USD (też 0,5%), do 2718 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2764 USD.