Wczorajsza sesja była następstwem potencjalnie mocnego sygnału technicznego - pokonania szczytu czteromiesięcznej konsolidacji. Wybicie powinno być silne, czyli ceny powinny rosnąć przy znacznie większym od średniej obrocie. Powinno, powinny...

Wczorajsza sesja nie spełniała tych warunków. Pomimo wtorkowego wybicia nie pojawiła się nowa grupa kupujących. Rynek cały czas ma problemy z nowym kapitałem. Sytuacja jest podobna do samochodu jadącego wprawdzie do przodu, ale z poważnym ubytkiem mocy, bo mu nie pali jeden cylinder. Jest jazda, ale na pół gwizdka. Prawdziwy wzrost, który ma szansę na kontynuację, powinien przyciągać kolejnych graczy. Liczba otwartych pozycji powinna mocno rosnąć, a wraz z nią obrót. Tak się, niestety, nie dzieje. Właśnie wtedy, gdy pada sygnał LOP nie rośnie (wartości dzienne). Obrót na wczorajszej sesji był wprawdzie niezły, ale tylko w końcowej jej części. Do godziny 14.30 jego wartość była znikoma, na pewno nie przystająca do sytuacji.

Już wspomniałem o końcówce sesji. Gros obrotu to wynik właśnie ostatnich 90 minut handlu. Co się wtedy działo. Kolejny atak popytu? Tak, ale trwał ok. 10 minut. Kursy wyskoczyły z konsolidacji, w której przebywały praktycznie od początku wczorajszych notowań. Problem w tym, że ten impuls był jedynym, który pomógł cenom. Byki nie były skore do kontynuacji akcji. Co ważne, gdy kursy zaliczały maksy, pojawiła się podaż. To w sumie nic złego. W końcu sprzedający chcą wykorzystać wzrost cen. Pozostaje jednak wątpliwość. Zwykle w takich wypadkach (atak popytu) rynek lekko się cofa, by po chwili przełamać napór podaży i iść dalej w górę. Wczoraj się to nie udało. Tak naprawdę nie widać było poważnej walki o poziom cen. W efekcie mamy cienie w ostatnich godzinach notowań oraz na świecy dziennej.