W Polsce różne segmenty rynku finansowego są nadzorowane przez inne instytucje - giełda i fundusze inwestycyjne podlegają Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, firmy ubezpieczeniowe i towarzystwa emerytalne - Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, a banki - Komisji Nadzoru Bankowego. W rezultacie brakuje pełnego obrazu sytuacji grupy finansowej, która działa w różnych częściach rynku finansowego. Podobne problemy miały inne kraje członkowskie Unii Europejskiej. W rezultacie - pojawiła się dyrektywa, która nakazuje państwom członkowskim przyjąć przepisy, które umożliwią koordynację prac poszczególnych nadzorów branżowych. Wczoraj - projekt odpowiednich przepisów przyjęła Rada Ministrów.
- Kraje członkowskie mają problem z implementacją tych przepisów, gdyż dyrektywa jest trudna i nieprzejrzysta z powodu materii, której dotyka. U nas także prace nad projektem trwały długo - powiedział Igor Chalupec, wiceminister finansów, odpowiedzialny za przygotowanie projektu. - Poza tym w Polsce w tej chwili nie ma takiej grupy kapitałowej, która spełniałaby warunki ustalone w dyrektywie. Można by powiedzieć, że to ustawa czysto teoretyczna - dodał.
Zgodnie z ustawą, aby grupa kapitałowa została poddana takiemu skoordynowanemu nadzorowi, musi spełnić kilka warunków. Na przykład, gdy suma bilansowa firm działających w najmniej ważnym dla konglomeratu sektorze przekracza 6 mld euro.
Jednak nie jest wykluczone, że polskie instytucje finansowe zostaną poddane reżimowi tej ustawy wkrótce, a nie dopiero za kilkanaście lat, gdy urosną.
- Wysłałem do Komisji Europejskiej zapytanie, czy skoro polski rynek finansowy jest relatywnie mniejszy, to możemy wprowadzić rozwiązania dostosowane do wielkości polskich firm - powiedział I. Chalupec. - Do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi. Jednak w sytuacji, w której odpowiedź z Brukseli będzie pozytywna, nie wykluczam wniesienia autopoprawki.