Citigroup 2 sierpnia w elektronicznym systemie sprzedał w ciągu 2 minut obligacje rządowe z 200 różnych emisji opiewające na łączną kwotę 10 mld euro. Pół godziny później znacznie taniej odkupił część tych papierów. Konkurenci banku uczestniczący w tej operacji ponieśli straty i poinformowali o niej brytyjską instytucję nadzoru rynkowego. 18 sierpnia Financial Services Authority wszczęła dochodzenie, które nie jest jeszcze zakończone. Instytucje nadzoru z innych państw europejskich też sprawdzają, co się wtedy stało.

- Wyrażamy ubolewanie z powodu przeprowadzenia tej transakcji. Nie w pełni zdawaliśmy sobie sprawę z jej znaczenia dla naszych klientów, innych uczestników rynku, a także instytucji nadzoru - napisał w nocie do pracowników Thomas Maheras, szef działu globalnych rynków kapitałowych.

Tego samego dnia, w którym ukazały się owe przeprosiny, z Tokio nadeszła informacja, że Citigroup może być ukarany za złamanie przepisów przy okazji innych transakcji obligacjami przeprowadzonych w Japonii.

Prezes Citigroup Charles Prince już w czerwcu na konferencji prasowej w Nowym Jorku zapewniał, że chce skończyć z problemami z naruszaniem przepisów i procesami sądowymi, które nękają jego firmę. - Bank chce zniknąć z czołówek gazet - powiedział Prince. W maju zapłacił 2,65 mld USD za zaspokojenie roszczeń inwestorów WorldComu. Miesiąc później został ukarany grzywną 70 mln USD przez Rezerwę Federalną.

Bloomberg