Wczorajsza sesja nie była zbyt porywająca. Właściwie najciekawsza była część przedpołudniowa, gdy ceny zanurkowały tuż po zanotowaniu maksimów sesji w okolicach szczytów ostatniej zwyżki. Spadkowi towarzyszył spory obrót. W ogóle pod tym względem sesja wyróżniała się in plus. Problem w tym, że znaczna część wymiany to wynik wcześniej umówionych transakcji, jakich dokonano na największych spółkach. To umniejsza radość z wysokiego obrotu. Trzeba jednak przyznać, że coś się działo i sesja nie była zupełnie nudna.
Efekt wczorajszych wahań nie jest wyrazisty. Nie wydarzyło się praktycznie nic, co mogłoby w jakimś stopniu pomóc w ocenie sytuacji rynkowej. Pamięta się oczywiście dynamiczny spadek. To, że został on wywołany sporą podażą. Problem w tym, że była to tylko jednorazowa akcja. Podaż na chwilę przejęła inicjatywę, ale później ponownie przyjęła postawę bierną. Jej obecność przejawiała się głównie za sprawą sporych ofert sprzedaży, ale nie było inicjowanych przez nią transakcji. To pozwoliło bykom w drugiej części sesji na wybronienie się przed spadkiem w stosunku do poniedziałkowego zamknięcia. Na wykresie dziennym mamy więc świecę o małym czarnym korpusie i sporym dolnym cieniem, czyli remis.
Sytuacja nie uległa zmianie. Ceny kontraktów cały czas przebywają w pobliżu poziomu oporu. Indeks nie poradził sobie z 1800 pkt, czego się od niego spodziewają posiadacze długich pozycji. W krótkim terminie przewagę posiadają jeszcze byki. Średnia rośnie, a ceny znajdują się nad nią. Z tym nie można dyskutować. Piątkowa słaba końcówka i wczorajszy spadek sprzed południa pokazują, że podaż robi się aktywniejsza. Sygnałów sprzedaży jednak jeszcze nie ma. Nie pozostaje nic innego, jak spokojnie na nie poczekać.