- Mimo że lipcowy wyrok sądu w sprawie sporu z fiskusem był dla nas korzystny, nie widzimy szans na przetrwanie spółki. Banki, w szczególności nasz główny wierzyciel - Bank Handlowy - nie wyraziły zgody na realizację proponowanego przez nas programu naprawczego - mówi Waldemar Parkitny, prezes Howella. Na koniec II kwartału zobowiązania firmy wynosiły prawie 47 mln zł. Problemy przedsiębiorstwa zaczęły się w 2001 r., kiedy urząd skarbowy zakwestionował część rozliczeń dotyczących podatku VAT za lata 1997-1999. W lipcu sąd przyznał rację spółce (wyrok dotyczył należności za dwa pierwsze lata; uchronił firmę przed koniecznością zapłacenia fiskusowi ok. 20 mln zł).

Program naprawczy miał polegać na konwersji długów na akcje. Howell chciał też wrócić do pierwotnej działalności, czyli deweloperki (w ostatnim czasie firma nie prowadziła działalności operacyjnej, sparaliżowana brakiem pieniędzy). Zamierzał sprzedać za zgodą wierzycieli część nieruchomości we Wrocławiu i pozostawić dwie, na których zbudowałby dwa wielorodzinne domy.

- Staraliśmy się przekonać banki do naszej propozycji. Bank Handlowy stwierdził jednak, że nie może angażować się kapitałowo w spółkę, co wynika z zapisów statutowych - mówi Waldemar Parkitny. - W tym momencie, aby zapewnić wszystkim wierzycielom równy dostęp do naszego majątku, musieliśmy złożyć wniosek o upadłość. Zresztą w ostatnim czasie część wierzycieli podjęła pierwsze działania egzekucyjne wobec Howella - dodaje.

W piątek, przy spadającym kursie, właściciela zmieniło 457,4 tys. akcji (prawie 7% kapitału). Czy Howell pozostanie w obrocie giełdowym? - Z reguły giełda czeka z podjęciem decyzji o wycofaniu spółki z obrotu do momentu wydania przez sąd prawomocnego wyroku o upadłości - mówi Piotr Szeliga, wiceprezes GPW.