Wczorajsza sesja zakończyła korektę spadkową. Prawdę mówiąc nie była to właściwie korekta, ale jedynie zatrzymanie wzrostu. Spadek cen nie osiągnął nawet poziomu pierwszego poważniejszego zniesienia 38,2%.
Już piątkowa końcówka pozwalała oczekiwać na dobre otwarcie w poniedziałek. Warunkiem jednak było to, by rynek amerykański nie popsuł tych nastrojów. Notowania za oceanem nie tylko nie popsuły, ale sporym wzrostem jeszcze dodały oliwy do ognia. Spory wzrost w Azji tylko to potwierdził. Zaczęliśmy bardzo mocno - od wzrostu o 20 pkt w porównaniu z piątkowym zamknięciem. Po chwili wahania ceny ruszyły w górę. Dynamika wzrostu nabrała rumieńców po starcie notowań na rynku akcji. Spory popyt pchał indeks w górę. Podaż nie była mała, ale popyt sobie z nią świetnie poradził. To był najaktywniejszy moment sesji. W ciągu trzech kwadransów wielkość obrotu sięgnęła wartości 100 mln złotych.
Tak duży obrót rodził jednak obawy. Bo wprawdzie sugerował mocny popyt, ale także dużą podaż. Tak duża liczba sprzedających po szybkim wzroście mogła oznaczać, że gracze wykorzystują zwyżkę do zasypania rynku papierami. Kwestią otwartą było, jak sobie z tym poradzi popyt. Okazało się, że poradził sobie wzorcowo. W południe rynek wszedł w konsolidację. Końcówka miała pokazać, z czym faktycznie mamy do czynienia. Jeszcze przed 15.00 kontrakty osiągnęły nowe maksimum. W czasie ostatniej godziny ceny, a indeks za nimi, zbliżyły się do szczytu ustanowionego w połowie kwietnia.
Taki przebieg sesji nie pozwala na pesymizm. Luka hossy i wzrost do końca sesji sugerują raczej, że będziemy świadkami próby wyrównania szczytu z połowy kwietnia. Obecnie wsparciem dla byków jest wczorajsza luka hossy. Nieco niżej znajduje się wzrostowa linia trendu oparta o ostatni dołek.