Wtorkowa sesja mocno nadszarpnęła wiarę w możliwość kontynuacji wzrostów, a środowe notowania mogły tę wiarę przywrócić bądź ugruntować przekonanie o nieuchronności głębszej korekty.

Zarówno na wykresie pochodnej, jak i indeksu pojawiły się świece z pokaźnymi górnymi cieniami. Brały one swój początek z poziomu wewnętrznej, 2-miesięcznej linii trendu wzrostowego. Sytuacja wydawała się więc wymarzoną okazją do ataku zmasowanej podaży zwłaszcza że skłonność do akceptacji ryzyka u posiadaczy długich pozycji mogła maleć wraz ze zbliżaniem się w rejon wiosennego szczytu. Zwolennicy wzrostów mieli z kolei po swojej stronie silne sygnały techniczne ze strony generującego kupno MACD.

Stawką środowego starcia popytu z podażą nie było zasadnicze być albo nie być całego impulsu, ale ewentualny spadek pod poziom wrześniowego szczytu bardzo spowolniłby falę wzrostową. A nawet mógł spowodować utknięcie w trendzie bocznym. Z pewnością zaś uczyniłby wyłom w byczych szeregach, który przybliżyłby rynek do testu otwarcia poniedziałkowej luki hossy.

Kiedy pierwsze godziny sesji przyniosły potwierdzenie formacji "nagrobka" na wykresie WIG20, sytuacja długich pozycji stawała się coraz mniej komfortowa. Ich posiadacze zachowali jednak zimną krew i FW20 wybronił najbliższe z możliwych wsparć w połowie poniedziałkowego, białego korpusu. Wkrótce potem straty zaczął odrabiać indeks. Wykres pochodnej nie potwierdził zatem formacji szczytowej.

Wręcz przeciwnie - zaskakująca końcówka sesji sprawiła, że nawet wariant przewidujący konsolidację ponad poziomem maksimum z 21 września na 1838 pkt przestaje być aktualny. Niedźwiedzie mogą jeszcze w tym tygodniu bronić swoich pozycji w okolicach 1900 pkt.