- Prowadzimy rozmowy z TFI na temat współpracy przy tworzeniu funduszy sekurytyzacyjnych - mówi Krzysztof Boruszewski, prezes Bestu, giełdowej spółki zajmującej się obrotem wierzytelnościami. Jego zdaniem, pierwszy fundusz inwestujący w długi powstanie jeszcze w tym roku, a najdalej na początku przyszłego. Nie chce na razie zdradzić szczegółów.
Zainteresowane sekurytyzacją są też inne podmioty działające na rynku wierzytelności. - Jesteśmy gotowi do współpracy. Możemy przygotować projekt inwestycyjny w ciągu kilku dni - zapewnia Krzysztof Matela, prezes EGB Investments.
Jego zdaniem, fundusze sekurytyzacyjne mogłyby inwestować w różnego rodzaju wierzytelności: służby zdrowia, dużych przedsiębiorstw, osób fizycznych. - Wszystko zależy od tego, jakie ryzyko chcieliby podjąć uczestnicy funduszu - mówi. Specjalista szacuje, że wartość wierzytelności, jakie mogłyby kupić fundusze, wynosi obecnie kilkanaście do kilkudziesięciu miliardów złotych. Według K. Mateli, fundusze sekurytyzacyjne mogłyby osiągać zyski wynoszące co najmniej kilkanaście procent rocznie. - Przy założeniu, że inwestowałyby w wierzytelności stosunkowo bezpieczne, w przypadku których ryzyko niewypłacalności dłużnika jest niewielkie - twierdzi szef EGB.
Co na to TFI? - Miałem już kilka spotkań z przedstawicielami firm zajmujących się obrotem wierzytelnościami - przyznaje Antoni Leonik, prezes PKO/Credit Suisse. - Fundusze sekurytyzacyjne są potrzebne - dodaje.
Szefowie TFI zgodnie twierdzą jednak, że na razie na uruchamianie takich podmiotów jest za wcześnie (wprowadziła je nowa ustawa o funduszach, która weszła w życie w lipcu tego roku). - Jeszcze nie ten rok i nie początek przyszłego - mówi A. Leonik. - To jest dla nas zupełnie nowy obszar, który trzeba zbadać - twierdzi Mirosław Panek, prezes ING TFI.