Na zagranicznych rynkach akcji sytuacja jest daleka od jasności. Większość najważniejszych indeksów znajduje się mniej więcej w połowie zakresu wahań z ostatnich 10 miesięcy. Indeks S&P 500 niewiele więcej dzieli od sierpniowego dołka (1063 pkt), niż od tegorocznych maksimów (1152 pkt). Impas trwa także w krótkim terminie. Indeks utrzymuje się w pobliżu październikowego minimum, pokrywającego się jednocześnie z dołkiem z ubiegłego miesiąca. Równocześnie widać odradzającą się siłę rynku technologicznego. Nasdaq Composite obronił linię krótkoterminowego trendu wzrostowego i zbliża się stopniowo do ostatniego szczytu z początku miesiąca. W średnim terminie te ruchy indeksów nie mają na razie większego znaczenia, bo zarówno S&P 500, jak i Nasdaq znajdują się między kluczowymi oporami a wsparciami. Trudno powiedzieć, kiedy zakończy się ta sytuacja. Jeśli kierować się zasadą, że trwalsze tendencje zaczynają się w okresie największej niepewności, to na rynku powinno się wydarzyć jeszcze coś ciekawego przed wyborami prezydenckimi w USA.

Gdy w Ameryce do rozstrzygnięcia jest jeszcze daleko, to w krytycznym wręcz położeniu znalazł się japoński Nikkei. Tokijski indeks spadł do lekko nachylonej linii trendu wzrostowego, biegnącej po czterech tegorocznych dołkach, co znacznie zwiększa jej wiarygodność. Są realne szanse, że Nikkei obroni to wsparcie. Wskazuje na to m.in. wyprzedany oscylator stochastyczny. W poprzednich przypadkach, gdy indeks spadał do linii trendu, sygnał kupna ze strony tego wskaźnika bezbłędnie zapowiadał odreagowanie. Do czasu ewentualnego przebicia wsparcia należy założyć, że trend będzie kontynuowany, a więc Nikkei powróci powyżej 11000 pkt. Inna kwestia to zasięg tego odbicia. Miejsca na zwyżkę jest coraz mniej, bo od góry ruchy indeksu ogranicza linia trendu spadkowego. Wraz ze wspomnianą linią tendencji zwyżkowej, tworzy ona wielomiesięczną formację klina. Równie dobrze może ona być zapowiedzią kontynuacji wzrostu, jakie przerwane zostały w I kwartale, jak i wstępem do silniejszej przeceny.