Reklama

Za duże ryzyko

Czy inwestorzy, którzy chcą lokować pieniądze na rynku pierwotnym, mogą liczyć na to, że wyręczą ich specjaliści? To zbyt ryzykowne - twierdzą przedstawiciele TFI. Na razie nie planują uruchomienia takich funduszy. Zainteresowanym inwestorom proponują usługi asset management.

Publikacja: 26.10.2004 08:01

- Zastanawialiśmy się nad uruchomieniem funduszu, który koncentrowałby się na ofertach pierwotnych - mówi Paweł Borys, zarządzający akcjami z DWS. - Uznaliśmy jednak, że byłoby to zbyt ryzykowne - dodaje. Dlaczego? Bo rynek pierwotny jest cykliczny. - Albo mamy wysyp ofert, jak w tej chwili, albo nie ma ich w ogóle - przekonuje specjalista. Wtóruje mu Ryszard Rusak, zarządzający z Union Investment. - Wahania jednostek uczestnictwa byłyby ogromne.

Spadek kursów

Są też inne przeszkody. - Były próby tworzenia takich funduszy w Europie Zachodniej. Zazwyczaj było jednak tak, że powstawały wtedy, gdy rynek akcji osiągał szczyt. Jeżeli ludzie zabijają się o akcje debiutantów, to znaczy, że ceny walorów na giełdzie niedługo zaczną spadać - przekonuje Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI. - Nie chciałbym za sześć czy 12 miesięcy tłumaczyć się z wyników takiego funduszu - dodaje. Podobnego zdania jest Konrad Łapiński, zarządzający ze Skarbca. - Akcje większości ostatnich debiutantów notowane są dziś poniżej ceny emisyjnej - mówi.

Za małe limity

Kolejny problem to, według zarządzających, budowa portfela inwestycyjnego. - Skala redukcji przy zapisach jest zbyt duża. Przy ostatnich ofertach było to ok. 90% - mówi P. Borys. Fundusze otwarte mogą inwestować maksymalnie 5% swoich aktywów w walory jednego emitenta. Limit ten może być podniesiony do 10%, pod warunkiem, że łączny udział takich inwestycji nie przekracza 40% wartości aktywów. - Możemy złożyć zapisy na kwotę maksymalnie 10% aktywów funduszy. Jest to niezbyt opłacalne przy założeniu, że dostaniemy tylko 10% z tego - twierdzi zarządzający z DWS. Jest też inna przeszkoda. - Zdefiniowanie polityki inwestycyjnej takiego funduszu byłoby bardzo trudne. Krótko mówiąc, inwestorzy nie wiedzieliby, co kupują - ocenia R. Rusak.

Reklama
Reklama

Według Rafała Manii, prezesa BPH TFI, fundusze inwestujące na rynku pierwotnym pojawią się w Polsce, ale dopiero za jakiś czas. - Nasz rynek akcji jest ciągle za mały. Do tego, aby takie fundusze mogły funkcjonować konieczne jest utrzymywanie pewnego poziomu ofert publicznych - mówi.

Pozostają portfele

Jego zdaniem, inwestorzy, którzy chcą lokować pieniądze na rynku pierwotnym, powinni skorzystać z usług firm zarządzających portfelami na zlecenie. Mają one dużo więcej swobody w inwestowaniu. - Pieniądze trzymane są w instrumentach bezpiecznych, np. bonach skarbowych. A gdy pojawi się dobra okazja, zarządzający kupuje akcje na rynku pierwotnym - wyjaśnia prezes BPH TFI. Dodatkową zaletą asset management jest brak limitów inwestycyjnych. Niestety, usługi te dostępne są tylko dla zamożniejszych klientów - trzeba dysponować kwotą minimum kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama