Wszystkie 22 banki uczestniczące w tym rynku są przekonane, że na najbliższym posiedzeniu 10 listopada Fed podniesie podstawową stopę do 2%. Ale tylko sześć banków spodziewa się kolejnej podwyżki już w grudniu. Od maja bank centralny zapowiada, że będzie podwyższać stopy w "umiarkowanym" tempie i rzeczywiście na wszystkich trzech posiedzeniach od tego czasu podnosił je po 25 pkt bazowych. Dane makroekonomiczne musiałyby być bardzo słabe, żeby Fed zszedł z tego kursu.
Tymczasem ekonomiści są na ogół zgodni co do tego, że w tym roku amerykańska gospodarka rozwinie się w tempie 4,4%. Ostatnio ponad 4% odnotowano w 1999 r., ale wówczas na koniec roku stopa wynosiła 5,5%. Mało kto przewidywał jednak, że tak bardzo zdrożeje ropa naftowa. Jej rekordowe ceny sprawiają, że amerykańskim konsumentom zostaje mniej pieniędzy na inne wydatki, a to one decydują o tempie wzrostu tamtejszej gospodarki.
Za tym, że w grudniu Fed nie podniesie stóp, przemawiają też trzy inne argumenty. Od listopadowego do grudniowego posiedzenia upłyną zaledwie 34 dni, a to za mało, by podejmować decyzję o zaostrzeniu polityki pieniężnej. Uczestnicy Komitetu Rynku Otwartego, decydujący o poziomie stóp, zechcą też prawdopodobnie poczekać na wyniki świątecznych zakupów. W tym okresie bowiem amerykańskie sieci handlowe generują około jednej czwartej rocznych przychodów. I wreszcie trzeci argument natury historycznej. Otóż w ostatnich 20 latach Fed tylko dwa razy podnosił stopy w grudniu - w 1986 i 1988 r. Natomiast siedem razy obniżał je w tym miesiącu. Za podniesieniem stóp przemawiałaby więc jedynie obawa o wzrost inflacji, czego nie można wykluczyć znowu za przyczyną ropy naftowej.
Bloomberg