Hiszpańscy eksperci od finansowania budowy autostrad już od pewnego czasu pojawiali się w ministerstwie i drogowej dyrekcji. Jednak dopiero dzisiaj szef resortu Krzysztof Opawski oraz minister rozwoju Hiszpanii Alvarez Arza poinformują o rozpoczęciu oficjalnej współpracy.
- Chodzi o przygotowanie takiej formy umowy koncesyjnej, która będzie stosowana wobec wszystkich przyszłych koncesjonariuszy. Jej treść powinna być jasna dla każdego z oferentów - tłumaczy Grzegorz Mędza, wiceminister odpowiedzialny za finansowanie infrastruktury. Według niego, standardowa umowa będzie gotowa najpóźniej za 6 miesięcy. Nie zmienią się zasadnicze wymogi wobec inwestora, który zbuduje drogę za własne pieniądze oraz za kredyty zdobyte dzięki rządowym gwarancjom.
Koncesyjnym systemem budowane będą najprawdopodobniej odcinki dwóch autostrad: A-1 między Strykowem pod Łodzią a Częstochową oraz A-2 od Konotopy (podwarszawski węzeł) do Strykowa. To na nich prognozowany jest największy ruch aut, największy może być zatem przychód koncesjonariusza.
Resort chce przede wszystkim uniknąć długotrwałych i kontrowersyjnych negocjacji dotyczących kosztów budowy autostrady. W tzw. systemie hiszpańskim podpisanie umowy koncesyjnej następuje praktycznie kilka tygodni po udzieleniu firmie koncesji. Państwo nie deklaruje też żadnych dopłat na wypadek mniejszych przychodów inwestora z opłat za przejazd, niż założono w umowie. W Polsce takie gwarancje udzielono konsorcjum GTC, które buduje odcinek A-1 między Gdańskiem a Toruniem. UNIDO - komórka ONZ ds. rozwoju przemysłowego zaleca, aby nie negocjować czasu trwania koncesji, ponieważ jego zmiana wpływa na rentowność inwestycji (przez okres trwania koncesji inwestor pobiera opłaty za przejazd). Polski rząd chce jednak pozostawić tę kwestię otwartą.
Dlaczego dopiero teraz chcemy skorzystać z doświadczeń Hiszpanii, mimo, że ten kraj ma już prawie 3 tys. kilometrów koncesyjnych autostrad? W latach dziewięćdziesiątych polskie koncesje przygotowywała nieistniejąca już Agencja Budowy i Eksploatacji Autostrad. Korzystała m.in. z analiz iberyjskiego doradcy - firmy EuroPista. Stworzyła jednak odmienny system - jak zapewniają jej pracownicy - oparty na amerykańskich i francuskich rozwiązaniach. Sposób finansowania był później wielokrotnie krytykowany, m.in. przez Najwyższą Izbę Kontroli.