Spodziewany olbrzymi popyt na akcje PKO BP spowodował, że inwestorzy już przed ofertą publiczną zaczęli szukać różnych sposobów "dojścia" do papierów banku. Dodatkowo należało się liczyć, że sprzedający (czyli Skarb Państwa) zdecyduje się przydzielić akcje PKO BP tylko instytucjom finansowym, które zarządzają pieniędzmi inwestorów (funduszom emerytalnym, inwestycyjnym, asset managament), a nie zarabiają na własne konto. Teoria się potwierdziła.
Szansa dla pośredników
Taki mechanizm stał się okazją dla pośredników. Nie wiadomo, ile takich wehikułów zapisało się na akcje PKO BP. Wiadomo jednak, że z możliwości skorzystał Capital Partners, który musiał o tym poinformować, bo jest spółką publiczną.
Skąd wziął pieniądze? Fundusz wyemituje (a właściwie już wyemitował) do 2,17 mln obligacji imiennych serii A. Cena nominalna wynosi 20,5 zł. Jest nieprzypadkowa, bo równa cenie, po jakiej sprzedawane były akcje PKO BP. Obligacje trafią (trafiły) w ręce kilku instytucji finansowych, które za każdą płaciły po 20,71 zł. Wartość programu wyniosła blisko 45 mln zł. Agentem emisji jest ING Bank Śląski. Całą operację ułatwiał fakt, że zapisy na PKO BP w transzy inwestorów instytucjonalnych były przyjmowane do 3 listopada, ale płatność nastąpi dopiero dzisiaj, czyli 9 listopada.
Sprzedali, kupili, zarobili