Przełamanie przez S&P 500 tegorocznego szczytu wcale nie dało kupującym impulsu do kontynuacji wzrostu. Wręcz przeciwnie, opadli oni z sił, co utrzymuje pesymistów w przekonaniu, że sukces byków okaże się chwilowy. Rzeczywiście, ostatnie przebudzenie popytu może budzić podejrzenia, tym bardziej że przypadło na okres redukowania prognoz wzrostu amerykańskiej gospodarki i ograniczania oczekiwań co do przyszłych zysków. Dawno nie widzieliśmy takiego "rozjechania" się dynamiki wzrostu zysków z zachowaniem indeksów. To może powodować większą nerwowość w zachowaniach inwestorów.
Z punktu widzenia wykresu S&P 500 kluczowy poziom to 1160 pkt. Powrót poniżej niego potwierdzałby wątpliwości, jakie budzą ostatnie sukcesy byków. Sytuacja stałaby się bardzo podobna do tej, jaka ma miejsce na wykresie CRB Futures, gdzie też jedynie tymczasowo udało się przebić wiosenny szczyt. Jeśli takiemu układowi wykresu towarzyszą jeszcze negatywne dywergencje na tygodniowym MACD, to wzmożona ostrożność jest bardzo wskazana. Co więc dalej może nas czekać?
Zakładając powtórkę schematu z wykresu cen towarów S&P 500 zacznie konsolidację w rejonie 1160 pkt. Byłaby ona wyrazem nieumiejętności jednoznacznego zinterpretowania słabości dolara. Z jednej strony, budzi ona obawy o dalszy odpływ kapitału ze Stanów Zjednoczonych i jest wyrazem nierównowagi w tamtejszej gospodarce, z drugiej - ma szanse wspomóc wyniki amerykańskich eksporterów. Jednocześnie wciąż niejasna pozostaje kwestia przyszłych cen ropy naftowej. Dopiero spadek w Londynie poniżej 44 USD za baryłkę pozwalałby na prognozowanie trwalszej zmiany tendencji. Pytanie jednak, czy nie zostałoby to zinterpretowane jako wyraz słabnięcia koniunktury gospodarczej na świecie i narastających problemów w Chinach, które przecież "obarczane" są winą za wzrost notowań ropy.
Spadek S&P 500 poniżej 1142 pkt przekreślałby szanse na realizację takiego scenariusza i zwiększał zagrożenie wykonaniem kolejnego ruchu w dół w ramach trwającego od początku roku trendu bocznego. Pojawiłyby się zawiedzione nadzieje, które stymulowałyby podaż na rynku.