Tym razem obyło się bez emocjonalnych reakcji rynku na środową decyzję amerykańskiego Fedu. Dwie poprzednie podwyżki stóp - choć zgodne z oczekiwaniami - w pierwszej chwili interpretowane były jako potwierdzenie siły gospodarki i wywoływały na giełdach krótkotrwałą zwyżkę, po której jednak następował odwrót byków. Tym bardziej spokój inwestorów można teraz odczytywać pozytywnie.
Sytuacja amerykańskiego S&P 500 wygląda wciąż nieźle. Indeks utrzymuje się nieco powyżej kluczowego oporu, jaki pokonał w pierwszych dniach listopada. Barierą tą były tegoroczne szczyty z lutego i marca (1157 pkt). Jej przebicie można było odczytać jako zmianę średnioterminowej tendencji. Po niemal 10 miesiącach "dreptania w miejscu" S&P 500 zdołał wreszcie wyrwać się z konsolidacji. Ponieważ zwyżka na przełomie października i listopada była jednak bardzo szybka jak na ten indeks, istniały poważne obawy, że równie gwałtowna będzie korekta w dół. Na razie jednak udało się uniknąć takiego pesymistycznego scenariusza. Kilkudniową konsolidację powyżej przebitego oporu można interpretować więc pozytywnie jako objaw siły byków i przygotowania do dalszego marszu w górę.
Dla oceny trwałości nowego trendu wzrostowego kluczowe będzie zachowanie S&P 500 w trakcie nieuchronnej korekty. Będzie ją sygnalizowało wyjście oscylatora stochastycznego ze strefy wykupienia. Jeśli korekta nie przyniesie głębokiej przeceny, potwierdzi to tylko siłę trendu wzrostowego. W przeciwnym razie, gdy indeks powróci poniżej przebitego oporu, trzeba będzie się zastanowić, czy przypadkiem wybicie z wielomiesięcznej konsolidacji nie było fałszywym sygnałem.
Pewne obawy co do tego, czy faktycznie doszło już do rozstrzygnięcia na korzyść byków, budzi sytuacja innych amerykańskich indeksów. Nasdaq Composite wciąż oscyluje w strefie oporu wynikającego z czerwcowego szczytu (2048 pkt). Średnia przemysłowa Dow Jones pokonała co prawda szczyt z września (10 343 pkt), ale ma przed sobą jeszcze długą drogę do wybicia ponad tegoroczne maksimum zanotowane w lutym (10738 pkt).