Wczorajszą sesję spokojnie można uznać za sesję odwrotu. Wygenerowany wczoraj obrót jest olbrzymi. Ponad 930 mln złotych robi wrażenie. Widać, że przez rynek przelał się poważny kapitał. Ceny jednak nie poruszały się w jednym kierunku. Słabe zakończenie notowań po wcześniejszym wzroście nie wróży niczego dobrego. Wygląda na to, że popyt stracił siły.
Faktycznie, całą sesję trudno uznać za byczą. Natomiast jej pierwszą część - jak najbardziej. Silne zakupy podbijały ceny oraz wartość obrotu. Wydawało się, że popyt jest na tyle silny, że utrzyma stan posiadania do końca notowań. Zwłaszcza że jeszcze przed południem kupujący poradzili sobie z kontratakiem niedźwiedzi. Po 14.00 nastąpił przełom i już ceny nie mogły rosnąć. Po krótkim wahaniu zaczęły spadać. Trwało to aż do końca dnia.
Mamy więc za sobą kolejną akcję podaży. Takich było już kilka i właściwie każda z nich nie pociągała za sobą dalszej zniżki cen. Czy i tym razem będzie podobnie? Tu pewnie wątpliwości jest więcej. Po pierwsze, ta sama akcja nie może być w kółko powtarzana. Po drugie, wielkość obrotu daje do myślenia. Czy to już początek poważniejszego wysypania akcji? Początek? Jak już wspominałem, w moim odczuciu dystrybucja trwa w najlepsze od dobrych kilku tygodni.
Czy więc jest to jej końcówka? Chyba jeszcze nie. Myślę, że popyt pokaże jeszcze, że potrafi podnieść ceny. Myślę nawet, że wyjdziemy nad wczorajszy szczyt. Dopiero wtedy nastroje będą szampańskie, a baza bardzo optymistyczna. Wczoraj tego optymizmu nie było widać. Baza utrzymywała niskie wartości. Właśnie ten fakt sprawił, że myślę jeszcze o wzroście. Nastroje w chwili zmiany trendu muszą być ekstremalne. Jeśli się mylę, to sygnałem do sprzedaży będzie przecięcie przez wykres cen linii trendu wzrostowego.