Piątkowy pokaz słabości okazał się jednym z nielicznych w ostatnim czasie, który miał swoją kontynuację dnia następnego. Wcześniejsze przeceny wydawały się być zachętą dla kupujących, bo ich aktywność następnego dnia była uderzająca. Wczoraj nic takiego nie miało miejsca, a ceny właściwie od początku do końca notowań spadały.
Sytuacja posiadaczy długich pozycji wydaje się coraz bardziej skomplikowana. Jeśli notowania piątkowe można interpretować jako sesję odwrotu, a wiele na to wskazuje, to wczorajszy spadek trzeba uznać za jej potwierdzenie. Tym samym spadek wydaje się dość prawdopodobny. Nie sądzę jednak, by dynamiczny spadek cen zagościł u nas zbyt szybko. Myślę, że na taki ruch trzeba będzie jeszcze poczekać.
Co skłania do takich oczekiwań? Po pierwsze, mamy, a właściwie do tej pory mieliśmy, trend wzrostowy i ma on swoją inercję. Nawet jeśli ostatnie dwie sesje są początkiem nowej tendencji, to popyt będzie jeszcze próbował przejąć inicjatywę. Tym samym, w najgorszym razie obecny trend boczny się przedłuży i będziemy się nudzić. W najlepszym aktywność i zmienność cen będzie duża - będziemy mieli do czynienia z dynamicznym wzrostem i szybkim odwrotem.
Po drugie, zachowanie LOP sugeruje, że obecny spadek nie jest na razie czymś poważniejszym. W czasie spadku cen i zaliczaniu nowych minimów LOP szybko spadała. Liczba kontraktów rosła w czasie korekt.
Wreszcie, po trzecie, zbliżyliśmy się do wsparcia. Najbliższym jest linia trendu wzrostowego, która ostatnio spełniła swoje zadanie. Można więc przypuszczać, że i tym razem będzie podobnie. Jeśli ktoś nie ma przekonania do linii to zapewne uzna, że wsparciem jest dołek z 8 listopada. Jego przebicie wykreśli formację podwójnego szczytu i da pierwsze poważne podstawy do oczekiwania mocniejszych spadków.