Ministerstwo Finansów przedstawiło plany podniesienia akcyzy na alkohole w przyszłym roku o co najmniej 3,4%. Nie zgadzają się na to przedstawiciele branży.
- To takie papierowe założenia wzrostu wpływów do budżetu. Tymczasem wcześniejsze doświadczenia pokazują, że wpływy do budżetu rosną, gdy akcyza spada - twierdzi Cesar Giron, prezes Wyborowej, producenta wódki o tej samej nazwie.
Ruszą "mrówki"?
Waldemar Rudnik, wiceprezes zarządu spółki Sobieski Dystrybucja, mówi, że ministerstwo od lat nie chce uznać wyliczeń dotyczących akcyzy. - Każdy inny kraj szczyci się swoimi trunkami. W Polsce politycy obawiają się chyba podejrzeń, że piją - twierdzi.
Producenci twierdzą, że zapisana w budżecie podwyżka nie da spodziewanych przychodów, bo konsumenci wybiorą tańszy, nielegalny alkohol, którego sprzedawcy nie płacą żadnych podatków. Inna możliwość zakłada, że część produkcji będzie można przenieść do krajów, gdzie akcyza na alkohole jest niższa. Produkowana na Łotwie i Litwie "polska" wódka byłaby tańsza nawet o kilkanaście procent. A odkąd te kraje wspólnie z Polską weszły do Unii Europejskiej, każdy turysta może z nich przywieźć jednorazowo 10 litrów mocnego alkoholu. To może oznaczać nasilenie przygranicznego handlu. - Co roku te granice przekracza 3 miliony ludzi. Gdyby tylko część z nich przewoziła alkohol - sprzedaż w Polsce musiałaby spaść - mówi W. Rudnik.