Fiesta byków rozpoczęła się w środę i trwała do samego weekendu. Ten przerwał radość posiadaczy długich pozycji. Nie ma się jednak co martwić. To tylko dwa dni. W poniedziałek rozpocznie się kolejny tydzień, który może przynieść miłe chwile posiadaczom długich pozycji. Wczorajsza sesja pokazała jednak, że zanim wyskoczymy na nowe szczyty, trzeba się będzie uporać z kontratakiem podaży.

Podaż uaktywniła się już na początku sesji. Pierwsze minuty handlu akcjami były próbą sprowadzenia rynku pod poziom czwartkowego zamknięcia. Udało się połowicznie. Popyt po chwili wahania chciał ponownie przejąć inicjatywę. Podaż jednak była silniejsza i przez dłuższy czas kursy nie mogły się podnieść. Dopiero przed danymi w USA rynek nabrał siły. Wydawało się, że zakończymy notowania na dziennych maksimach. Stało się inaczej za sprawą słabszych od prognoz danych o zmianie liczby miejsc pracy. Analitycy liczyli, że w listopadzie powstało ok. 200 tys. miejsc pracy, a podano, że wzrost wyniósł jedynie 112 tys. Rozczarował się cały świat, a my z nim. Pojawiły się nowe minima sesji. Końcówka należała mimo wszystko do byków.

Większa aktywność podaży nie jest niczym nadzwyczajnym. Byki cieszy zapewne fakt, że popytowi udało się wytrzymać napór sprzedających. Nie może ujść uwagi mniejszy obrót w czasie spadku cen, co potwierdza jego korekcyjny charakter. Nie jest wykluczone, że podaż będzie również aktywna i na początku przyszłego tygodnia. Pamiętając czwartkowy wzrost trzeba założyć, że i tym razem popyt da sobie z nią radę. Warto obserwować zachowanie się cen w okolicach wsparć. Pierwszym jest poziom szczytu z kwietnia br. (1890 pkt). Właściwie jest to strefa 1870-90 pkt zawierająca w sobie najważniejsze lokalne szczyty, które zostały w tym tygodniu pokonane.