Ubiegły tydzień upłynął pod dyktando niedźwiedzi. Wielki optymizm prysł jak bańka mydlana. Po raz kolejny okazało się, że na giełdzie nie można być pewnym niczego. Podczas gdy większość graczy i analityków (sądząc po bardzo optymistycznych artykułach) czekała na niemal pewny atak WIG20 na 2000 punktów, zagraniczni inwestorzy "zakręcili kurek", odcinając nas od dopływu świeżej gotówki. Przy braku popytu nie trzeba było zbytnio wysilać się, żeby ściągnąć ceny akcji w dół.
Realizacja zysków na rynkach "rozwijających się" stała się faktem. Słabną rodzime waluty w Brazylii, Węgrzech czy też w Polsce. Na naszym "podwórku" trwa wyprzedaż nie tylko złotówki, ale i obligacji. Nie przekłada się to jednak na wyprzedaż akcji na giełdzie, więc powrót do wzrostów jest tylko kwestią czasu. Przekonuje mnie ku temu zła prasa i rzesza pesymistów. Zapewne po tak kiepskim tygodniu Wigometr pogorszy się. To dobrze dla byków, gdyż im gorsza opinia o rynku, tym perspektywa wzrostu bardziej realna.
Pytanie podstawowe brzmi: kiedy wróci zagranica? Bez tych pieniędzy możemy zapomnieć o wzrostach, gdyż nasze fundusze mają pełne portfele akcji i dodatkowe zakupy mogłyby spowodować ich lekkie "niedotlenienie". To potencjalni "podawacze" akcji. Wracając do pytania wydaje mi się, że powrót gotówki na nasz rynek może być szybszy niż się wszystkim wydaje. Korekta na złotym jest tak dynamiczna, że nagle powinna się zakończyć. Ma to swój dodatkowy plus. Nowy kapitał, który do nas wejdzie, będzie miał po przecenie złotego tańsze akcje. Jest więc szansa, że seria grudniowych futures na WIG20 wygaśnie na wyższym poziomie. Oznacza to, że prawdopodobnie to jest ostatnia grudniowa szarża niedźwiedzi. Końcówka przyszłego tygodnia powinna być lepsza.
Zwróć uwagę:
PKO BP - złe rekomendacje są jak woda na młyn. Zagranica będzie dalej kupować, więc kurs powinien rosnąć.