W ofercie publicznej walory Polcoloritu były sprzedawane po 4,3 zł za papier. Na giełdzie zadebiutowały nieco powyżej tej ceny, jednak już pierwszy dzień notowań zakończył się ponad 5-proc. minusem. W piątek wciąż przeważała podaż, a kurs spadał nawet o kolejne 6% (11,6% wobec ceny emisyjnej). Walorów najprawdopodobniej pozbywali się drobni inwestorzy, do których trafiło 4,5 mln akcji (28,8 mln papierów objęły instytucje finansowe). W poniedziałek nastroje inwestorów się poprawiły - kurs akcji i PDA wzrósł o ponad 4%. Wczoraj jednak walory znowu potaniały (na zamknięciu płacono za nie po 4,06 zł)
Mocne fundamenty
Zniżka kursu może być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę znaczną nadsubskrypcję podczas IPO. Spółka wystosowała komunikat, w którym zapewnia, że nie istnieją żadne fundamentalne przyczyny, uzasadniające spadek kursu giełdowego. Podkreśliła, że przedstawione w prospekcie prognozy wyników nie są zagrożone. - W spółce nic złego się nie dzieje, robimy to, co umiemy robić dobrze: płytki i zyski - mówi Wiktor Marconi, dyrektor generalny Polcoloritu. Dlaczego więc papiery spółki tracą na wartości? Może mieć to związek z plotką, która trafiła na rynek, jakoby akcji pozbywali się główni akcjonariusze - rodzina Marconich. Barbara Urbaniak-Marconi posiada ponad 39 mln akcji (51,5% kapitału), po tym jak w ofercie publicznej sprzedała 22 mln walorów.
Wiktor Marconi zdecydowanie temu zaprzecza. Przypomina o prawnym zobowiązaniu dotychczasowych akcjonariuszy o niezbywaniu walorów przez co najmniej dwa lata. - Nie tylko nie możemy, ale i nie chcemy sprzedawać naszych akcji - zapewnia dyrektor generalny. Co więcej, w poniedziałek dokupił na rynku łącznie ponad 113 tys. akcji i PDA, zwiększając swoje zaangażowanie do 3,64 mln walorów (4,8% kapitału). - W ten sposób chcę pokazać, że wierzę w potencjał spółki - komentuje.
Buy-back to ostateczność