We wtorek łódzka prokuratura postawiła prezesowi Redanu Radosławowi W. zarzut wręczania celnikom łapówek w celu osiągnięcia korzyści przez spółkę. W reakcji na to kurs firmy spadł o 18,6% (w trakcie sesji nawet o 30%, do 10 zł). Wczoraj obsunął się o 2,1%. Na zamknięciu sesji za akcje płacono po 11,55 zł.
Prezes nie handluje
Podaż papierów nie pochodzi od menedżerów przedsiębiorstwa. - Mam stuprocentową pewność, że nikt z członków zarządu nie sprzedawał i nie zamierza sprzedawać akcji. Rozmawiałem z prezesem i uzyskałem zapewnienie, że ani on, ani jego żona nie zamierzają zmniejszać zaangażowania - stwierdził wiceprezes Redanu Piotr Kulawiński. Radosław W. ma ponad 63% walorów firmy, jego żona - prawie 7%.
Jak wydarzenia z ostatnich dni wpływają na wycenę handlującej odzieżą spółki? Najnowsza rekomendacja dla Redanu ("akumuluj") pochodzi z sierpnia. Została wystawiona przez DM Millennium. Cenę docelową walorów analitycy wyznaczyli na 15,9 zł.
- Jeśli oskarżenia okażą się wyssane z palca, cena bez wątpienia szybko wzrośnie. Jeśli się potwierdzą i w grę będzie wchodzić przestępstwo, spodziewam się dalszego spadku, bo inwestorzy będą się obawiać kar dla firmy. Nawet gdyby nie były duże, biorąc pod uwagę aktualną skalę jej działalności, na pewno Redan zostanie skreślony na jakiś czas z listy spółek, w które lokują poważni inwestorzy - mówił Marcin Materna z DM Millennium. - Każdy akcjonariusz musi zdecydować indywidualnie, czy chce czekać na wyjaśnienie sytuacji, czy nie.