Spółka, która zdecydowała się wejść na parkiet, jest skazana na współpracę z innymi podmiotami. Pomagają jej w upublicznieniu i sprzedaży akcji (w tzw. pierwszej ofercie; IPO - initial publing offering). W poprzednich wydaniach "Z PARKIETEM na parkiet" pisaliśmy m.in., jaką rolę odgrywają w tym procesie biura maklerskie oferujące walory przedsiębiorstwa oraz audytorzy, których zadania nie ograniczają się tylko do zbadania raportów finansowych firmy. Nieodzowne dla prawidłowego przygotowania prospektu emisyjnego jest również nawiązanie współpracy z doradcą prawnym.
Spółki korzystają również z usług innych podmiotów, takich jak doradcy finansowi. Ich obecność w procesie upublicznienia nie jest jednak wymagana przez prawo. A to oznacza, że oferta publiczna może się powieść i bez ich udziału. - Nie korzystaliśmy z usług dodatkowych doradców przy wprowadzaniu firmy na giełdę. Bardzo dobra współpraca między audytorem oraz biurem maklerskim zapewniła płynny przebieg oferty, zakończonej sukcesem - wskazuje Robert Białczyk, rzecznik PBG, tegorocznego debiutanta.
Doradca ma doradzać
- Oferujący bez problemu poradzi sobie z przeprowadzeniem oferty bez udziału doradców - potwierdza Grzegorz Leszczyński, prezes Internetowego Domu Maklerskiego. Jak wskazuje, współpraca z tymi podmiotami niekiedy może rodzić pewne konflikty, zamiast zapewnić płynny przebieg IPO.
- Problem powstaje wtedy, gdy doradca wchodzi w kompetencje biura maklerskiego i chce nie tylko doradzać, ale i aktywnie uczestniczyć w oferowaniu i sprzedaży akcji. Zamiast współpracy, zaczyna się konkurowanie. My unikamy takich doradców - mówi prezes IDMSA.PL. Niekiedy jednak oferujący nie ma wyjścia, gdyż to spółka decyduje o wyborze podmiotów, z którymi chce współpracować przy wchodzeniu na giełdę. Tu pole do popisu mają sami doradcy, którzy przedstawiając się firmie "umieją się sprzedać". Czy warto jednak korzystać z ich usług, skoro ich obecność może być konfliktogenna?