Po poniedziałkowym szybkim wzroście wczoraj rynek się uspokoił. Mamy za sobą dość delikatną korektę. Jej przebieg nie powinien budzić większych obaw wśród graczy posiadających długie pozycje. Na razie trend ma się dobrze. Jak długo to jeszcze potrwa, to już zupełnie inna sprawa. Obecnie mamy wiele przesłanek za tym, by oczekiwać wkrótce wyznaczenia szczytu. Właściwie brakuje tylko jednego elementu - emocji.
Właśnie ten czynnik powoduje, że nie można powiedzieć, iż szczyt mamy już za sobą. Zbudowanie szczytu to zwykle moment, któremu towarzyszy niemal szał zakupów. Popyt bije się o papiery podbijając ceny. Poziom optymizmu jest wtedy bardzo wysoki.
Takiego optymizmu teraz nie widać. Ba, na rynku terminowym mamy do czynienia z widocznym powątpiewaniem co do dalszej zwyżki cen. Wartość bazy, którą spokojnie można uznać za papierek lakmusowy nastrojów, jest niska. Takie podejście do analizy emocji jest możliwe tylko u nas, gdyż wartość bazy właściwie permanentnie odbiega od wyznaczonej przez teorię. Do tego jednak jesteśmy już przyzwyczajeni. Pamiętamy przecież, że w chwilach szczególnego optymizmu baza przyjmuje wartości znacznie przekraczające poziom wynikający z teoretycznej wyceny kontraktów.
Nie pozostaje więc nic innego, jak czekać na szaleństwo zakupów. Czy będzie ono wywołane sztucznie, czy będzie "naturalne" jest tu mało ważne. Na razie spadki wydają się mniej prawdopodobne, choćby za sprawą zbliżającej się końcówki roku. Utrzymanie obecnych poziomów zapewni zarządzającym przyzwoite stopy zwrotu, którymi będą mogli się chwalić, gdy na rynku nie będzie już tak różowo. Wystarczy, że gracze mają tego świadomość, a będą się obawiać walki z trendem. W efekcie do końca roku możemy utrzymać się w konsolidacji.